niedziela, 9 czerwca 2013

41- Na zawsze to takie szerokie pojęcie.

Chłopacy stali przed kościołem, oczekując na trójkę przyjaciół. Od paru minut nie zamienili ze sobą ani jednego zdania, co Jay'a lekko irytowało. Wiedział, że Nathan rozmyślał nad dzisiejszym dniem, jednak chciał, żeby zaczął rozmawiać. Był pewien, że rozmowa w tej chwili pomogłaby chłopakowi najbardziej. 
-Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę Florence w sukni ślubnej.- powiedział, próbując rozpocząć rozmowę. 
-Tak- skinął wciąż zamyślony.-ja też.
W głowie Nathana wciąż kołatała się ta sama myśl; ta sama rozmowa sprzed kilku miesięcy. 

- Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?- spytał cicho. 
Bał się odpowiedzi; bał się tego co Florence mogła mu powiedzieć. Już po jej minie widział, że nie było to nic dobrego. 
-Ale o co ci chodzi?- zapytała, spuszczając wzrok. 
- Dobrze wiesz o co.- mówił lekko podniesionym tonem.- O Violettę. Zamierzałaś całe życie ukrywać przede mną fakt, że twój brat umawia się z Violettą?
- Sama niedawno się o tym dowiedziałam.- wypuściła głośno powietrze z płuc. 
Chciała powiedzieć coś jeszcze, by uspokoić szatyna, ale ten natychmiastowo przerwał. 
- To dlaczego mi nie powiedziałaś? Wiesz jak się poczułem, kiedy w internecie znalazłem zdjęcie całującej się pary?- przestąpił z nogi na nogę, mając przed oczami daną fotografię.- I to nie była byle jaka para- pokręcił głową sfrustrowany.-tylko Violetta i Leon. To mnie zabolało. Powiedz mi jedno, czy ona kiedykolwiek mnie kochała?
Florence wstrzymała oddech nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Pytanie zadane przez Nathana uważała za bzdurę, przecież wszyscy doskonale znali odpowiedź.
- Nathan, przesadzasz.- przy blondynce znalazł się Jay. Objął swoją dziewczynę ramieniem, spoglądając na przyjaciela spode łba. 
-Nie rozmawiam z tobą. 
- Ale mówisz do mojej narzeczonej.- mówił nie odrywając wzroku od oczu Sykes'a.- Poza tym, jak śmiesz wątpić w to, że Violetta cię nie kochała? Gdyby tak było to po pierwsze nie uprawiałaby z tobą seksu i po drugie nie narażałaby się swojemu wujkowi. A zrobiła to, wiesz dlaczego? Bo cię kochała, kochała debilu. 
Speszony chłopak spuścił głowę, czując wzbierające łzy. 
- Ale ja ją nadal kocham. 

Szatyn przetarł oczy, nie chcąc by wypłynęła z nich ani jedna łza. Ostatnimi dniami czuł się okropnie; coraz częściej zbierało mu się na płacz, nie wytrzymywał presji gwiazdy, a to wszystko dlatego, że stracił osobę, która za każdym razem podtrzymywała go na duchu. 
- Na pewno przyjdzie z Leonem?- spytał, nawet nie patrząc na swojego przyjaciela. 
Jay uniósł głowę i dokładnie przyjrzał się Nathanowi; domyślał się, że gdyby tylko mógł, po prostu wyszedłby z kościoła. 
- Z tego co mi wiadomo to tak.- wzruszył ramionami, a kiedy zauważył jak Sykes ponownie przecierał dłonią twarz, klepnął go pocieszająco w ramię.- Ale może kiedy cię zauważy, przypomni sobie jak było wam dobrze i będzie chciała wrócić? 
Z gardła Nathana wydobył się śmiech, co zdezorientowało Loczka. 
- Obydwoje dobrze wiemy, że to się nie zdarzy. Poza tym, mam Dionne.- ostatnie zdanie wypowiedział z czystą obojętnością. McGuiness powoli zaczął myśleć, że Brytyjczyk żałował swojego wyboru.
Zanim zdążył zaprzeczyć bądź pocieszyć przyjaciela, przed nimi pojawił się uśmiechnięty Tom.
- Ona jest taka piękna!- powiedział, przyciskając prawą dłoń do lewej strony klatki piersiowej.- Skobieciała mi no.
Loczek zmarszczył brwi, lustrując najstarszego z nich wzrokiem.
- Jest w ogóle takie słowo? 
- Nawet jeśli nie, to co?- machnął lekceważąco dłonią.- Ważne, że jestem z niej dumny. Naprawdę wyrosła, a przy tym chłopaku cała promienieje. 
- Violetta już przyszła?- do dyskusji włączył się nagle zainteresowany Nathan. 
Tom oblizał wargi, a następnie wypuścił powietrze z płuc. Kompletnie zapomniał, że Florence zabroniła mówić o tym Nathanowi. 
- Nie.- podrapał się po karku.- Chodziło mi o Kelsey. Zresztą...Ty i tak masz Dionne, więc nie powinno cię to obchodzić.- wzruszył ramionami i rozejrzał się dookoła.-Tak właściwie to gdzie ona jest?
- Nie ma.- Sykes niemalże warknął.- I nie będzie.- po tych słowach okręcił się i ruszył do kościoła.
Coraz więcej osób zbierało się w środku; coraz mniej ławek pozostawało wolnych. Niektórzy stwierdzili, że wolą stać, dlatego też nawet przy ścianach było widać odświętnie ubranych ludzi. Jay nerwowo tupał nogą, wyczekując swojej ukochanej. Bał się, ale był zarazem podekscytowany. Zerkał na swojego przyjaciela, który wzrokiem przeszukiwał cały kościół, w poszukiwaniu tej jednej osoby; Violetty. W końcu spóźniona dziewczyna weszła do środka. Zobaczyła, że nie było już pustych miejsc, dlatego stanęła z tyłu. Prawie że natychmiastowo zauważyła podenerwowanego Jay'a, który wpatrywał się w nią. Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, by dodać mu otuchy. Chwilę później jej wzrok powędrował w bok, aż ujrzała Nathana. Serce dziewczyny na chwilę stanęło, a w brzuchu pojawiły się motyki. 
On tak bardzo seksownie wygląda w garniturze. 
- Ona jest taka piękna. 
Zdziwiony szatyn spojrzał na dwudziestolatka, a kiedy ten to zauważył, zająknął się. Nie miał pojęcia, że wypowiedział to na głos. 
- Chodziło mi o Florence.- wytłumaczył w chwili, gdy panna młoda wchodziła do środka.
Blondynka od razu obdarzyła uśmiechem swoją przyjaciółkę, a zarazem dziewczynę brata. Cieszyła się, że przyszła. Jednak brakowało jej jednego szczegółu; nie widziała obok niej Leona. Nie mogła cieszyć się zbyt długo, ponieważ szatyn chwilę później wbiegł do kościoła i pośpiesznie stanął za Violettą obejmując ją w pasie. Zaczął szeptać dziewczynie coś na ucho, po czym musnął wargami skórę pod uchem Braun. 
Nathan przymknął powieki, ale kiedy Tom, stojący obok niego, stuknął go w ramię, oprzytomniał. Wziął głęboki wdech, skupiając się całym sobą na ślubie swoich przyjaciół. 
Violetta i tak nigdy już nie będzie moja. 
Przez całą ceremonią próbował nie zawracać sobie głowy Violettą, ale co jakiś czas wymiękał i spoglądał w stronę swojej byłej dziewczyny, która znajdowała się w objęciach innego. To drażniło go najbardziej; jakiś obcy mężczyzna przytulał i całował jego ukochaną. 
Skarcił się w myślach, kiedy zorientował się, że nadal myślał o Violettcie. Chociaż kochał swoich przyjaciół, nie mógł doczekać się końca ceremonii. 
- Teraz możesz pocałować pannę młodą.
Szatyn odwrócił się bardziej w stronę Florence i Jay'a, którzy właśnie zaczęli pocałunek. Na ustach Sykes'a mimowolnie powstał uśmiech; według niego oni byli parą idealną. 
Kiedy wszyscy wyszli z kościoła, McGuiness podszedł do swojego przyjaciela i dyskretnie zaczął szeptać mu coś na ucho. 
- Było aż tak źle? 
Nathan przegryzł wnętrze policzka. Wyprostował się i odchrząknął, próbując wyglądać bardziej pewnym siebie. 
- Nie.- uśmiechnął się. 
Nawet nie wiesz jak bardzo.
 
Wesele rozkręcało się coraz bardziej z każdą kolejną mijającą minutą zabawy; być może było to wynikiem alkoholu, który od mniej więcej godziny lał się litrami. Jedyną zupełnie trzeźwą osobą w grupie męskiej był Jay. Nie chciał by Florence znowu była na niego zła, dlatego postanowił odpuścić. 
W pewnym momencie, do stolika pary młodej dosiadł się brat Flo; Leon. Dziewczyna uniosła brwi, patrząc na niego jakby był w tym momencie niechciany, na co chłopak odpowiedział śmiechem. 
- Ja tu do Jay'a.- skinął głową w kierunku szatyna. 
Zdziwiony McGuiness odłożył widelec i przyglądał się uważnie promieniejącemu Leonowi. Był lekko podchmielony, ale nie na tyle, żeby robić i gadać głupoty.
- Jak oświadczyłeś się mojej siostrze?
Jay odchrząknął, a jego, od tamtego wieczoru, żona zarumieniła się. 
- Normalnie.- oblizał wargi, przypominając sobie dany dzień.- Uklęknąłem i spytałem, czy za mnie wyjdzie. 
Leon nie zdążył nic odpowiedzieć, ponieważ do stolika dosiadła się jeszcze jedna osoba; ojciec rodzeństwa. Tym razem mężczyzna był o wiele bardziej upity, niż jego syn. 
- Rodzina nam się niedługo powiększy o jeszcze jedną osobę!- krzyknął.- Zdrowie Violetty! 
Chwycił pierwszą lepszą szklankę z brzegu, nalał do niej napoju wysokoprocentowego i upił łyka. Florence ze zdziwienia rozchyliła usta, nie rozumiała o co chodziło. 
- Jak to powiększy? Ktoś jest w ciąży?- pytała zdezorientowana. 
Mężczyzna poruszył brwiami w zabawny sposób, spoglądając na swojego syna. Wtedy blondynka zaczęła kojarzyć fakty. 
- Byłbym niesamowicie dumny, gdyby Violetta była moją córką, tak jak Jay od dzisiaj.- klepnął szatyna w ramię, po czym zaczął rozglądać się za przyjaciółką dziewczyny.- Leoś myślał nad oświadczynami dla Violi.
- O nie.- Flo natychmiast zaprzeczyła.- Po moim trupie. Nie pozwolę na to, żeby Leon oświadczył się Violettcie, rozumiecie? 
- Ale dlaczego?- zapytał Blanco. 
- Bo, hm. Nadal kocha Nathana?
W tym momencie to Leon wyglądał na zdziwionego. Kiedy ostatni raz pytał Violettę, czy jeszcze coś czuje do Sykes'a, zaprzeczyła. Ufał jej całkowicie, tak samo jak swojej siostrze, dlatego nie wiedział komu powinien uwierzyć. 
- Nie.- przerwał ostro.- Nie kocha jego, kocha mnie. To ze mną jest, prawda? 
- Z desperacji!- niemalże wykrzyknęła.- Była zła na to, że Nath jest z Dionne, dlatego zgodziła się być z tobą. Wszystko po to, żeby zrobić mu na złość.- zmrużyła oczy, spoglądając wrogo na swojego brata. 
Kochała go najbardziej na świecie, ale czuła, że nie mogła dopuścić do ślubu jego i Violetty; czuła, że to był jej obowiązek. 
- Jutro wylatujemy z powrotem do Los Angeles, nic nie zrobisz.- rzucił na koniec, po czym wstał i poszedł gdzieś w swoją stronę. 
Zdenerwowana Florence chwyciła swoją suknię, by łatwiej mogła wstać i szybkim krokiem przemierzała pomieszczenie, w poszukiwaniu swojej przyjaciółki. Musiała znaleźć ją szybciej niż Leon, bo wiedziała, że chłopak zmusiłby ją do wyjścia. Kiedy przechodziła przy oknie, zauważyła parę, która przykuła ich uwagę; był to Nathan i Violetta. Szatyn pochylał się nad blondynką, a ta zaplotła swoje palce na jego karku. Z uśmiechem przystanęła i wpatrywała się w to, co widziała.
Violetta siedziała sama na ławce przed lokalem, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nie mogła znieść widoku Nathana podwalającego się do innych dziewczyn. Mimo że była dziewczyną Leona, śmiało mogła stwierdzić, że była zazdrosna o szatyna. Zdała sobie sprawę z tego, że naprawdę go kochała.
Głośno westchnęła, a chwilę później ktoś obok niej usiadł. Nie odwracała wzroku, było ciemno i tak nie ujrzałaby postaci. Rozpoznała tylko fakt, iż był to chłopak; obficie się wyperfumował. 
Prawie tak jak Nathan.
- Dlaczego siedzisz tu sama? 
Rozpoznała ten głos. Po jej ciele przeszły przyjemne ciarki, serce zabiło szybciej, a na ustach wykwitł uśmiech. Nie spodziewała się tego, że Sykes sam do niej podejdzie. 
- A z kim mam siedzieć?- odważyła się i spojrzała na niego, za co chłopak obdarzył ją uśmiechem. 
- Teraz już ze mną.- zaśmiał się, a po tym między nimi zapanowała cisza. Żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć.- To ten...Jak ci się układa z Leonem?- odchrząknął, mocno zagryzając wargę. 
Dziewczyna spuściła głowę, przełykając ślinę. 
Dobrze? Bardzo dobrze? A może fatalnie, bo Leon nie jest Tobą?, myślała.
- Może być.- tylko tyle była w stanie z siebie wydusić.- A z Dionne? Jest dobrą dziewczyną? 
Nie jest ani dobra w łóżku, ani w pocieszeniu...Jest straszna. 
- Tak.- kolejny raz obdarzył Violettę uśmiechem.- Myślę, że jest dobrą kandydatką na moją...dziewczynę. 
Violetta westchnęła; właśnie tego najbardziej się bała, chociaż dobrze wiedziała, że wepchnęła Nathana w ramiona Dionne równo z jej wyprowadzką do Stanów. Kochała go, dlatego chciała dla niego jak najlepiej. 
- Mam jedno, em...Niezręczne pytanie.- wypalił, zanim zdążył się powstrzymać. Już sekundę po wypowiedzianym zdaniu zaczął żałować. 
- Hm?- odwróciła się w jego stronę, a on delikatnie przejechał opuszkami palców po jej policzku, co natychmiastowo wywołało rumieniec. Przysunął się bliżej ust Violetty i mimo że głos ugrzęzł mu w gardle, postanowił zapytać. 
- Mogę cię pocałować?
Przejechała palcem wzdłuż jego szyi, a następnie splotła ze sobą dłonie na karku Nathana. Oblizała wargi, delikatnie kiwając głową, co Nathan oczywiście wziął za odpowiedź twierdzącą. 
Ich oddechy stały się coraz szybsze oraz gorętsze, ciała pragnęły siebie nawzajem, a oni stracili nad sobą panowanie. Jednak po pierwszym muśnięciu ustami, natychmiastowo odsunęli się od siebie. 
- Przepraszam.- powiedział szybko.- Nie powinniśmy, bo...
- Bo kogoś mamy.- odwróciła głowę w przeciwną stronę. 
Tak cholernie żałuję tego, że wyjechałam.
W ich głowach pojawiły się dwie postacie; Dionne i Leon. Nie chcieli zranić swoich partnerów, dlatego obydwoje nie byli w stanie pogłębić pocałunku, choćby bardzo tego pragnęli.
Usłyszeli westchnięcie i odwrócili się energicznie, zupełnie tak jakby popieścił ich prąd.
Przed nimi stała panna młoda we własnej postaci. Skrzyżowała ręce na piersi i spoglądała na parę spode łba. 
- Tylko nie mów nic Leonowi.- zaczęła błagać. 
- Nie zamierzałam nawet.- podeszła do nich, łapiąc ich za lewe nadgarstki. Uniosła je do góry, pokazując tatuaże z urodzin dziewczyny.- Pamiętacie jeszcze o tym? Obiecaliście sobie, że pozostaniecie razem już na zawsze. 
- Na zawsze to takie szerokie pojęcie.- oblizał usta, wyrywając swoją dłoń z uścisku blondynki.- Muszę iść do domu, przepraszam.- pocałował swoją przyjaciółkę w policzek i nawet nie oglądając się za Violettą, ruszył z powrotem do środka lokalu, w celu zamówienia taksówki. 
Florence skinęła głową na ławkę, na której poprzednio siedziała para. Usiadła jako pierwsza, a jej krokami podążyła zdezorientowana Braun.
- Kochasz go?- spytała, chwytając dłoń swojej przyjaciółki. Zauważyła, że ciągle spoglądała na tatuaż. 
- Kochałam.
Flo westchnęła, przytulając do siebie dziewczynę. Sama nie wyobrażała sobie siebie w ich sytuacji; była pewna, że nie wytrzymałaby w rozłące z Jay'em, a wiedziała, że Nathan i Violetta kochali się równie mocno. 
- Nie, nadal go kochasz- mówiła, nie poluźniając uścisku.- gdyby tak nie było, nie dałabyś mu się pocałować. Violetto, zrozum mnie. Jestem twoją przyjaciółką, chcę dla ciebie jak najlepiej- odsunęła się lekko, by mogła spojrzeć na Violettę.- Leon nie jest chłopakiem dla ciebie. 
- Nathan też nie. 
- Nathan wręcz przeciwnie.- zaprzeczyła pośpiesznie.- Wszyscy myśleliśmy, że cię nienawidzi, a on naprawdę cię kochał. Przez cały czas i ty o tym doskonale wiesz. Co poczułaś, kiedy zobaczyłaś go po raz pierwszy? Zapewne serce zaczęło ci bić szybciej, dłonie zaczęły się pocić a w brzuchu czułaś tysiące motylek za każdym razem, kiedy Nath spoglądał na ciebie. To samo miałam z Jay'em, dlatego uwierz mi; to miłość na całe życie. Wiesz, że Leon chce ci się oświadczyć?
W tym momencie Violetta poczuła nieprzyjemny ścisk w żołądku. Nie była gotowa na oświadczyny, nie od Leona. Zmuszona była przyznać rację swojej przyjaciółce; nadal kochała szatyna. Nie mogła zmuszać siebie do miłości. 
- Zastanowię się co do Leona i do ciebie później zadzwonię, okej?- uścisnęła dłoń przyjaciółki, a zaraz po tym ucałowała ją w polik, podobnie jak zrobił Nathan wcześniej.- Teraz idę go poszukać, żeby zawiózł mnie do domu. Baw się dobrze.

sobota, 8 czerwca 2013

40- Teraz to ja będę sprawiał, że będziesz czuła się szczęśliwa.

Violetta krzątała się niespokojnie po mieszkaniu, co chwilę spoglądając na zegar. Wskazówki przesuwały się strasznie wolno. Wydawało jej się, że jedna minuta trwała co najmniej jak pięć takich. 
Z zadowoleniem stwierdziła, że to był jej pierwszy wieczór, gdzie nie żałowała zerwania z Nathanem. Uznała, że z Leonem może być równie szczęśliwa, albo nawet szczęśliwsza. Za każdym razem, kiedy zamykała oczy widziała brata swojej przyjaciółki; jego oczy, uśmiech i dołeczki w policzkach, które uwielbiała od samego początku. 
Nie mogła doczekać się momentu, w którym Leon stanie przed jej drzwiami, zapuka a następnie chwyci ją za rękę i zaprowadzi w miejsce ich randki.
Z zamyśleń wyrwał ją dźwięk dzwonka, który szybko rozbiegł się po mieszkaniu. Zadowolona podeszła szybkim krokiem do danego miejsca, po czym wpuściła chłopaka do mieszkania. Leon wręczył dziewczynie kwiaty, a ta uradowana rzuciła mu się na szyję. 
- Ładnie wyglądasz.- zaśmiał się jej w ucho. 
Speszona odsunęła się, próbując ukryć swoje czerwone policzki. Ponownie przegryzła wargę, a uśmiechnięty Blanco przyciągnął ją za biodra do siebie i delikatnie musnął jej policzek. 
-T o jak? Idziemy już?- spytał, ciągnąc za sobą dziewczynę. 
- Dokąd?- nie kryła swojego uśmiechu. 
Leon poczekał aż Violetta zakluczyła drzwi jednocześnie dokładnie przyglądając się jej ruchom. Kiedy z powrotem stanęła przodem do niego, chwycił dłoń blondynki i splótł ze sobą ich palce. 
- Czy to ważne?- uśmiechnął się, ukazując przy tym swoje dołeczki. W tym momencie serce Violetty zaczęło bić jeszcze mocniej. 
- No chyba tak- oblizała wargi- nie wiem, może chcesz mnie zaciągnąć do jakiegoś burdelu i zgwałcić?- wzruszyła ramionami, a szatyn spiorunował ją wzrokiem. Nie minęła sekunda, a wybuchnął śmiechem. 
- Hm, a może nie jesteś aż tak seksowna, żeby miał ochotę cię zgwałcić, pomyślałaś?
Blondynka zmarszczyła brwi, udając urażoną. Przeszło jej, kiedy chłopak musnął swoimi wargami skórę pod uchem. Kolejny raz zagryzła wargę, nawet nie zdając sobie sprawy z tego faktu. 
Niedługo po tym znaleźli się w dobrej restauracji. Violetta zakryła usta dłonią, próbując nie wybuchnąć śmiechem. 
To takie przewidywalne. 
- Klasyka.- nie wytrzymała i zaśmiała się. 
Leon zmarszczył nos, otwierając drzwi dziewczynie.
- Nie podoba ci się? 
Energicznie pokręciła głową, odwracając się w jego stronę. W tym momencie pożałowała tego, że zaczęła się śmiać. Uniosła się delikatnie na palcach i pocałowała go w policzek. 
- Uwielbiam takie randki.- mrugnęła do niego i zaciągnęła w kierunku stolika.
 Violetta spacerowała razem z Leonem po parku. Nawet nie zauważyli, że trzymali się za ręce, było im ze sobą naprawdę dobrze. Co chwilę któreś z nich wybuchało śmiechem; zazwyczaj była to blondynka. Paparazzi polowali na ich zdjęcia, co dziewczyna uważała za obłęd. Nie była celebrytką, więc nie rozumiała zachowania fotografów. 
W pewnym momencie szatyn zaprowadził Braun na ławkę. Od tamtej pory wyglądał na poważnego, co Violetta odebrała za zły znak. 
- Ja...Mogę zadać ci pytanie?- spytał niepewnie. 
Blondynka niespokojnie poprawiła się na miejscu, wbijając paznokieć w dłoń. Wiedziała, że to pytanie nie będzie przyjemne. Nie chciała jednak, by Leon myślał, że ma przed nim jakieś tajemnice, dlatego skinęła głową. 
- Tęsknisz za Nathanem?- powiedział niemalże szeptem. 
Braun spuściła głowę, próbując powstrzymać łzy. Przez cały wieczór nie myślała o swoim byłym ukochanym; aż do momentu, w którym Blanco zażądał wyjaśnień. 
Prawda była taka, że nadal za nim tęskniła, a nawet kochała. Bała się jednak powiedzieć o tym chłopakowi. 
- On był moim chłopakiem, Leon.- zaczęła nieśmiało, chwytając jego dłoń.- W pewnym sensie zawsze będę za nim tęskniła... w ten sposób. 
- Był aż tak dobry w łóżku?- zaśmiał się, próbując rozluźnić atmosferę. 
Violetta przegryzła wargę, a jej policzki zalał różowy rumieniec. 
Był genialny, myślała, stanowczy, ale i delikatny. Ideał. 
- Nathan...Nath był pierwszym...Pierwszym chłopakiem z którym to robiłam, więc nie mam czego porównywać.- odpowiedziała cicho.
Leon speszył się tym, że wkroczył na delikatny temat. Objął dziewczynę ramieniem, a następnie lekko ucałował w czoło. 
- Teraz to ja będę sprawiał, że będziesz czuła się szczęśliwa.- zaśmiał się w jej ucho. 
Zadowolona dziewczyna uniosła głowę, a chwilę później usta zakochanych złączyły się w pocałunku. 
Być może to Leon jest miłością mojego życia?
- Ręka mnie boli.- jęknęła Florence. 
Razem z Jay'em podpisywali zaproszenia na ich ślub. McGuiness co chwilę spoglądał na swoją ukochaną, delikatnie uśmiechając się. Mimo że byli ze sobą prawie rok to nie żałował tego, że oświadczył się blondynce. Wręcz przeciwnie; uważał, że to był najlepszy wybór w jego życiu. Oczywiście, nawet przyjaciele szatyna popierali jego wybór, wspierali go. 
Jay chwycił bolącą dłoń swojej narzeczonej i delikatnie ucałował jej wierzch. Na policzki Flo wstąpił ogromny rumieniec. 
- Wiesz już co z Leonem?- spytał niepewnie. 
Dziewczyna skrzywiła się, przypominając sobie swoją ostatnią rozmowę z bratem. 
- Przyjdzie na sto procent.- odburknęła, z powrotem zajmując się zaproszeniami. 
- To dlaczego jesteś smutna? 
Westchnęła, zaciskając powieki. 
Skubany, za bardzo mnie zna. 
- Nie podoba mi się to z kim chce przyjść.- mimowolnie pokręciła głową, a kiedy napotkała zdziwiony wzrok McGuiness'a, kontynuowała.- Dzisiaj miał randkę z Violettą.- głośno przełknęła ślinę. Mimo że kochała swojego brata, była zupełnie przeciwna temu związkowi. Nadal uważała, że Braun najbardziej pasowała do Nathana.- I to właśnie z nią zamierza przyjść. Nie żebym nie chciała Violetty na naszym ślubie...Oczywiście że chcę, ale nie pasuje mi to, że przyjdzie z moim bratem, rozumiesz? 
- Nath się załamie.- odpowiedział, błądząc wzrokiem po pomieszczeniu. 
- On ma Dionne.- mówiła, chwytając swojego narzeczonego za rękę.- Ufam mu. Jeżeli mówi, że jest szczęśliwy z tą dziewczyną; to tak pewnie jest. Ale proszę cię, nie mów mu, że Violetta będzie z Leonem. 
- Najlepiej nie mówmy mu, że ona w ogóle przyjdzie. 
- Nie wiem czy to taki dobry pomysł.- skrzywiła się.- Nigdy nie wiesz jak się zachowa, kiedy ją zobaczy. Nie może po prostu wyjść, jest naszym świadkiem, Jay. 
Szatyn oblizał wargi chcąc coś powiedzieć, ale przerwał mu dźwięk dzwonka. Zmarszczył brwi, kiedy dzwonek dzwonił niemalże nieprzerwanie. Nie wiedział kto to był; mógł się jedynie domyślić, że był zły. 
Florence z westchnieniem wstała i wolnym krokiem podeszła do drzwi. Spojrzała przez wizjer, a następnie swój wzrok skierowała na narzeczonego, bezgłośnie wymawiając imię "Nathan". Gdy tylko McGuiness skinął, Blanco szarpnęła za klamkę. Przed nią stał zły, a zarazem zasmucony przyjaciel. W jego oczach widziała łzy, jednak nie domyślała się czym spowodowane to było. 
- Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?- spytał cicho, a jego głos załamywał się coraz bardziej z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem. 

piątek, 7 czerwca 2013

39- Nikt nigdy nie pokocha cię tak, jak ja kochałem ciebie.

Kartkę wziął Justin, a Violetta modliła się tylko, by nie musiała spotkać się z The Wanted, chociaż pragnęła, by to oni wygrali. 
- Wiecie jaki to był ciężki wybór.- westchnął Justin, przedłużając chwilę ogłoszenia wyników.- W tej kategorii znajdują się sami moi ulubieńcy, sam nie wiedziałem na kogo głosować.- zaśmiał się. 
- Jednak zagłosowałeś, zobaczymy, czy trafiłeś zwycięzce.- zawtórowała mu blondynka. 
Chłopak zniecierpliwiony rozerwał kopertę i przyjrzał się literkom napisanym na czystej, białej kartce papieru. Spojrzał na swoją towarzyszkę i śmiesznie poruszył ramionami. 
- Żebyś wiedziała, że trafiłem!- powiedział, po czym uniósł wyniki do góry i pokazał je widowni.
***

- Żartuję!- zaśmiał się, spuszczając kartkę. Cała sala zaczęła piszczeć, żeby w końcu ogłosił wynik, jednak on uśmiechał się i nieugięcie wpatrywał się w jeden punkt na widowni.- Nie pokażę wam.- odpowiedział, odwracając się. 
Dziewczyny z pierwszego rzędu zaczęły głośno krzyczeć. Chwilę później już cała sala krzyczała to samo; The Wanted. Serce Violetty przyśpieszyło. Spojrzała przerażona na Biebera, a ten jedynie ledwo zauważalnie wzruszył ramionami. Obydwoje jeszcze raz przenieśli wzrok na zdziwionych piosenkarzy. Widocznie nie wierzyli w to, co ludzie krzyczeli. 
Szatyn ponownie uniósł kartkę do góry. 
- Macie rację, to The Wanted!- wrzasnął, a na telebimach pokazano przybliżenie kartki. 
Z głośników wypływał dźwięk ich najnowszej piosenki, a zszokowani chłopcy nie ruszali się z miejsca, tylko wpatrywali się w Justina jak w idiotę. Pierwszy opamiętał się Tom, który uradowany wstał i rzucił się na zdziwionego Nathana. Sekundę później reszta zespołu otrzeźwiała, pośpiesznie wbiegając na scenę. Przywitali się z Justinem, a następnie z bladą Violettą. Dziewczyna nie odrywała spojrzenia od Sykes'a, który jako jedyny do niej nie podszedł. Nawet na nią nie spojrzał, bolało go to, co widział parę minut temu. 
- Teraz możecie coś powiedzieć.- Bieber kolejny raz uśmiechnął się w ich stronę, a następnie odsunął się dając im dostęp do mikrofonu. Zauważył, że jego przyjaciółce zbierało się na płacz, dlatego objął ją ramieniem. 
- Chcieliśmy wam naprawdę podziękować.- zaczął nadal zdumiony Max.- Właściwie to nie wiem co powiedzieć...Nie przygotowaliśmy się na to.- spojrzał w kierunku swoich przyjaciół, a ci z uśmiechem przytaknęli.- I dziękujemy tobie Justin, że na nas zagłosowałeś.- zaśmiał się.- Mogę powiedzieć ci jedno. Ciesz się, że masz Violettę przy sobie. Ja sam chciałbym jej podziękować, bo bez rad panny Braun nie poszłoby nam tak dobrze. Poza tym jest wspaniałą przyjaciółką. 
Policzki dziewczyny zalały się rumieńcami. Nie sądziła, że którykolwiek z nich mógłby jeszcze powiedzieć o niej dobre słowo, po tym co zrobiła. 
- Żałujemy, że nie jest teraz z nami. Wszyscy.- wyraźnie podkreślił ostatnie słowo. 
Max odwrócił się w stronę Nathana i kiwnął głową w stronę mikrofonu. Szatyn głęboko westchnął, po czym niepewnie podszedł na miejsce. 
- Ja chciałem...Chciałem powiedzieć tylko, że zaangażowałem się w to wszystko dzięki pewnej osobie. Tęsknię za nią i codziennie o niej myślę, chcę, żeby wiedziała.- uśmiechnął się delikatnie. 
- Czy nie mówisz o Dionne?- spytał prowadzący, który stał bardziej z boku sali. 
Chłopak zamilkł. Spojrzał na Violettę, która uważnie przypatrywała mu się. Zauważył, że była bliska płaczu, więc uśmiechnął się do niej, ale ona tylko spuściła głowę. Zaczerpnął powietrze głęboko do płuc i kontynuował. 
- Nie do końca.- powiedział, po czym odsunął się. 
Do mikrofonu podszedł za to Jay z Tom'em, którzy jeszcze raz krzyknęli, że kochają swoich fanów. Następnie razem z Violettą i Justinem zeszli za kulisy. Sykes trzymał się z tyłu. Schował ręce do kieszeni spodni i tępo wpatrywał się w szarą podłogę. Dręczyła go jedna myśl; że mimo tych wszystkich złożonych sobie obietnic, dziewczyna znalazła sobie kogoś innego. Zobaczył, że chłopacy skręcili w korytarz prowadzący do wyjścia na halę, a Justin przytulił swoją przyjaciółkę i również gdzieś zniknął. Blondynka stanęła, opierając się o ścianę. Zakryła twarz dłońmi, nie chcąc pokazywać komukolwiek, że płakała. Nath niepewnie podszedł do niej i złapał dłonie dziewczyny. Violetta popatrzyła na niego na niego zdziwiona, a jej oczy rozszerzyły się do rozmiaru pięciozłotówki. Nie wiedziała, że chłopak będzie jeszcze próbował z nią rozmawiać. 
- Ty i Niall to para?- spytał cicho. 
Braun nie odpowiedziała, tylko spojrzała w bok. Za bardzo bolał ją widok swojego ukochanego, który był z kimś innym. Szatyn przysunął się jeszcze bliżej, tak że lekko muskał swoimi wargami jej policzek. Zawędrował nimi wyżej, aż do ucha, a Violetta wstrzymała oddech. 
- Powiedz tak, a dam ci spokój.- powiedział smutno. 
Delikatnie pocałował ją, po czym odsunął się. Patrzył prosto w jej błękitne tęczówki, mając nadzieję na to, że powie "nie". 
- Tak.- odpowiedziała, pchając go do tyłu. Przecisnęła się do przodu, jednak Sykes złapał ją jeszcze za nadgarstek.
- To szczęścia- próbował uśmiechnąć się, ale na jego twarzy było widać grymas bólu. Dodatkowo oczy szatyna robiły się szklane.- ale pamiętaj, że nigdy nikt nie pokocha cię tak mocno, jak ja kochałem ciebie.- po tych słowach puścił zszokowaną Violettę, okręcił się i z powrotem wrócił na halę.
Przeprowadzka. 
To było coś, czego Violetta nienawidziła. Pchnęła nogą drzwi, próbując nie upuścić pudełka, które trzymała w ręce. Wstrzymała oddech, widząc jakie ogromne było mieszkanie. Na myśl od razu przeszedł jej Nathan i jego obietnice, w których mówił, że za parę lat będą szczęśliwym małżeństwem z co najmniej dwójką dzieci w dużym, pięknym mieszkaniu. Odłożyła karton na miejscu, po czym przetarła dłońmi twarz. Nie chciała się rozpłakać. Poszła do łazienki, gdzie odświeżyła się i przebrała. Swój wzrok zatrzymała na odbiciu swoich niebieskich oczu w lustrze. Kolor tęczówek stał się ciemniejszy, a pod oczami miała cienie charakterystyczne dla ludzi, którzy cierpieli na bezsenność. Potrząsnęła głową, związując włosy w luźnego koka. Z nierozpakowanej walizki wyjęła krótkie spodenki razem z bluzką na ramiączkach, przebrała się i wyszła ze swojego mieszkania trzaskając drzwiami. 
Tym razem Scooter załatwił jej mieszkanie w tym samym bloku, w którym mieszkał jej nowy podopieczny. Z jednej strony cieszyło ją to, bo to oznaczało, że tym razem wujek darzył ją większym zaufaniem. 
No zorientowała się nawet, że zgubiła drogę, po prostu szła tam, dokąd nogi ją niosły. W głowie za to krążyła jej ta sama myśl. Od paru dni nie mogła pozbyć się widoku Nathana, który próbował z nią pogadać. Najbardziej bolało ją to, że sam przyznał się, że już jej nie kochał. Według niej, zdanie "Nigdy nikt nie pokocha cię tak mocno, jak ja kochałem ciebie" sugerowało właśnie to, że ich uczucie było przeszłością.
Usłyszała dzwonek, a następnie ostre hamowanie. Przestraszona odwróciła się i ujrzała przed sobą chłopaka, który upadł z roweru. Pośpiesznie podbiegła do niego, karcąc się w myślach za to, że stała na drodze dla rowerów. Obwiniała siebie za ten mały wypadek. 
- Nic ci nie jest?- spytała zdenerwowana, kładąc rękę na ramieniu szatyna.
- Nie.- jęknął, delikatne podnosząc się.- Ale czasami mogłabyś uważać gdzie chodzisz, Violetto.- zaśmiał się cicho, chropowato, a zdziwiona blondynka odsunęła się od niego. 
Dopiero kiedy chłopak zdołał usiąść, zdała sobie sprawę z tego, że właśnie spotkała Leona. 
Ucieszyła się i mocno go do siebie przytuliła.
- Tęskniłam za tobą.- wyszeptała mu do ucha. 
- Ja za tobą też. 
Chwilę jeszcze siedzieli wtuleni w siebie, jednak po paru minutach Leon postanowił wstać. Pociągnął za sobą Violettę, jednak ona nie miała najmniejszego zamiaru odsuwać się od chłopaka. Kiedy tylko stanął na nogach, a ona stwierdziła, że stoi stabilnie, kolejny raz rzuciła mu się w ramiona. 
- Lubię twoje perfumy.-zaśmiała się.
- Tak, ja twoje też.- odpowiedział nieobecny. Dziewczyna odsunęła się od niego zdezorientowana, ale zanim zdążyła o cokolwiek zapytać, on odezwał się pierwszy.- Tak się zastanawiałem, czy...Czy ten...No, może skoro już tu jesteś, to może...Może umówiłabyś się ze mną?
Uśmiechnęła się, zagryzając delikatnie wargę, co Leon uznał za widok dość seksowny. Musiał przyznać, że Violetta spodobała mu się od początku, ale widział jak patrzyła na Nathana, dlatego ustąpił. Jednak nie chciał tracić drugiej danej mu szansy. 
Braun czuła jak lekko zarumieniła się, a w brzuchu uwolniło się stado tak zwanych motylków. Nie potrafiła zatrzymać uśmiechu, który wręcz pchał się na jej usta. 
- Pewnie, czemu nie?- odpowiedziała, całując go w policzek. 
- Dzisiaj o ósmej?- spytał wciąż niepewny. W pewnym sensie bał się, że dziewczyna nagle odmówi i odsunie się od niego. 
Ta tylko energicznie skinęła głową, splatając ze sobą ich palce.
____________________________________

Tak sobie postanowiłam, że w weekendy będę dodawała codziennie, tzn. piątek-sobota-niedziela i później wtorek, środa, żeby był co najmniej jeden dzień odstępu. Mam nadzieję, że się nie obrazicie. 


+ przepraszam za błędy! 

nie wiem o której jutro będzie rozdział, prawdopodobnie przed południem, iż ponieważ mam jutro bierzmowanie. c; 

czwartek, 6 czerwca 2013

38- Jesteś piękna, tak jak zawsze.

Cztery miesiące później. 

- Nie mam w co się ubrać.- panikowała Violetta. 
Justin spojrzał na Niall'a i w jednym momencie obydwoje wybuchnęli śmiechem. Oburzona dziewczyna odwróciła się w ich stronę i omiotła przyjaciół wrogim spojrzeniem. Chłopcy spokornieli, jednak na ich ustach nadal widniały małe uśmieszki. 
- No bez jaj, to pierwsza gala na której będę.- jęknęła, opadając na łóżko. 
Irlandczyk usiadł obok przyjaciółki i przytulił ją, podczas gdy drugi chłopak przeszukiwał szafę Violetty. Co chwilę wyjmował jakąś suknię, przyglądał jej się i odrzucał na bok. Dziewczyna za każdym razem chciała coś powiedzieć, ale wtedy Justin piorunował ją wzrokiem, dlatego siedziała cicho, po turecku i z uwagą śledziła każdy kolejny ruch przyjaciela. 
- Ty to też masz zapłon.- prychnął.- Wybierasz suknię cztery godziny przed rozpoczęciem. 
- A ty niby kiedy wybierasz garnitur?- oburzyła się. 
- Słońce, garnitur a sukienka to dwie różne rzeczy.- zaśmiał się.- Poza tym, ja nie potrzebuję kolejnych pięciu godzin na przygotowania. 
Braun chwyciła najbliższą poduszkę i cisnęła nią w szatyna. Pomieszczenie wypełnił dźwięczny śmiech Horana, a zaraz po tym krzyk Justina. Razem z dziewczyną gonili się po pokoju i okładali poduszkami, co Niall nagrywał. Nie musieli długo czekać, by ten krótki filmik znalazł się w sieci. 
- Ubierz tą fioletową.- Bieber śmiesznie poruszył brwiami.- Będzie pasowała do mojej muszki. 
Violetta z uśmiechem zabrała Justinowi sukienkę z rąk. Nie była najgorsza; nie za długa, nie za krótka, na ramiączkach i niezbyt ozdobna, tylko zwykła, prosta. Przegryzła delikatnie wargę, przypatrując się ciuchowi. Chwilę później energicznie kiwnęła głową, a zadowolony z siebie blondyn pocałował dziewczynę w policzek. 
- Myślicie, że kto wygra?- spytał Niall, który bawił się kartką w swoich dłoniach. 
- A kto jest nominowany?- odpowiedział pytaniem na pytanie Justin, podczas gdy blondynka szukała jakiejś pasującej biżuterii. 
- My, Fun, Macklemore & Ryan Lewis i The Wanted. 
Kiedy tylko dziewczyna usłyszała nazwę ostatniego zespołu, naszyjnik który trzymała w ręce, spadł jej na ziemię. Serce Violetty momentalnie zaczęło bić szybciej, a na policzkach pojawił się rumieniec. Schyliła się szybko, nie odwracając się w stronę przyjaciół. Czuła na sobie ich wzrok, ale nie mogła na nich spojrzeć, chociażby z tego jednego powodu, że była cała zaczerwieniona. 
- Nadal o nim myślisz co?- zapytał cicho Bieber. 
Violetta odchrząknęła i trzęsącymi się dłońmi próbowała wbić kolczyk w płatek ucha. Niestety, nie wychodziło jej to zbyt dobrze. 
- Kochałam go, czego ode mnie oczekujesz?- pytała, przyglądając się w lustrze błyszczącej, złotej biżuterii. 
- Powiedziałaś to w czasie przeszłym. 
Westchnęła, przecierając dłońmi oczy. Nie zamierzała popłakać się przy chłopakach, dlatego przeprosiła, wzięła sukienkę i zamknęła się w łazience. Tam odłożyła materiał na pralkę i przez chwilę przyglądała się mu. W tej chwili nie miała ochoty nigdzie wychodzić. Chciała zostać w domu z pudełkiem karmelowych lodów, puścić w telewizji dobrą komedię i popłakać. Chociaż minęły cztery miesiące od zerwania, ona nadal kochała Nathana. Nie potrafiła przestać o nim myśleć, ale próbowała. Chodziła nawet na randki, ale żaden chłopak nie nadawał się na jej drugą połówkę. Po prostu nie był taki jak Nathan.
W myślach zaczęła wymieniać jego zalety; jaki to był słodki, przystojny i opiekuńczy, jak bardzo lubiła wtulać się w jego tors i słyszeć przyśpieszony rytm serca, kiedy czasami śpiewał jej, gdy miała zły humor...Jednym słowem, tęskniła za nim. Potrzebowała go, ale nie chciała się przyznać. 
Gdy odświeżyła się, ubrała wybraną przez Justina sukienkę i spięła włosy w luźnego koka. Poprawiła makijaż, żeby był bardziej widoczny i uśmiechnęła się do swojego odbicia, chociaż miała ochotę rozpłakać się jak dziecko. 
Dzisiaj w końcu go zobaczę. Po tych czterech miesiącach spotkam mojego ukochanego, myślała. 
Ostatni raz założyła odstający, zbyt krótki kosmyk do koka, za ucho i ze sztucznym uśmiechem na ustach wyszła do przebranych już przyjaciół. 
- Zaraz powinna być reszta mojego zespołu.- powiedział beznamiętnym tonem Niall. 
Violetta uważnie śledziła ruchy i zachowanie chłopaków; Irlandczyk niespokojnie kręcił się po pokoju, co jakiś czas upewniając się, że komputer był wyłączony, a Justin siedział ze spuszczoną głową na krześle. Obydwoje wyraźnie martwili się czymś, a ona nie wiedziała o co chodziło. 
W końcu chwyciła Horana za ramię i zmusiła do tego, by na nią spojrzał. 
- Czemu wyglądacie na zmartwionych? 
Kanadyjczyk poderwał głowę i spojrzał lekko spanikowany na blondynkę. Pośpiesznie wstał z krzesła, a te pod wpływem grawitacji spadło na ziemię. Speszony przeklął pod nosem i ponownie ustawił je na miejscu. 
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku.- mruknął starszy blondyn. 
Braun spojrzała błagalnie na Biebera, który unikał jej wzroku. Zakrył oczy ręką i udawał, że się na czymś skupia. 
- Jak w najlepszym porządku.- naśladowała go.- Widzę.- warknęła z kpiną. 
- Nie chcesz wiedzieć.- spojrzał prosto w jej niebieskie tęczówki, w pełnie przekonany swojej racji. 
Zdziwiła się, ale zaraz po tym skrzyżowała ręce na piersi, unosząc głowę delikatnie do góry. 
- Oczywiście, że chcę. 
- Pokaż jej.- powiedział cicho Justin.- W końcu i tak się dowie. Lepiej, żeby wiedziała wcześniej, niż żeby zdziwiła się na gali. 
Te słowa zszokowały dziewczynę jeszcze bardziej. Irlandczyk głośno wypuścił powietrze z ust, po czym podszedł do Violetty z laptopem. Poklikał trochę, aż wszedł na stronę plotkarską i Twittera znanej jej dziewczyny. Kojarzyła ją, ale nie do końca wiedziała kto to był. 
Przechwyciła komputer od Horana i wygodnie ułożyła się na łóżku. Dopiero później zaczęła żałować, że wymusiła powiedzenie prawdy. 
Pierwszą rzeczą, którą przeczytała, był pewien artykuł. 

" Znany piosenkarz z zespołu The Wanted nie jest singlem! 

Jak donoszą nam przyjaciele Nathana i jego rodzina, po czterech miesiącach samotności, Nathan Sykes przyznał się, że znalazł sobie dziewczynę. Chwali się, że ona jest miłością jego życia, mówił, że od zawsze nią była, ale próbował to wyprzeć. Domniemaną próbą wyparcia tego faktu, był związek z ich byłą menadżerką, która teraz menadżeruje dla Justina Biebera.
,, Nathan mówi, że przy niej czuje się spełniony, szczęśliwy. Dla niej zawsze pisał piosenki. Cieszę się, że mój syn znalazł sobie tak zwaną drugą połówkę i naprawdę życzę im szczęścia - mówi matka piosenkarza. 
Niestety, nie wszyscy popierają jego nowy związek. 
,, Myślę, że TO jest jego próba ucieczki od przeszłości. Chce zapomnieć o Violettcie, dlatego znalazł sobie kogoś innego. Jestem zdania, że nie powinien poddawać się tak szybko, tylko walczyć o swoją miłość. Jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy.'' - powiedział najlepszy przyjaciel Nathana, Jay McGuiness.
Z naszych źródeł wiemy, że przynajmniej połowa zespołu i wspólni przyjaciele dawnej pary, nie są zadowoleni z wyboru najmłodszego członka The Wanted.
Cóż, pozostaje nam tylko życzyć szczęścia Nathanowi z nową dziewczyną, Dionne Bromiefield. "

Zszokowana zamknęła zakładkę i weszła w drugą. Teraz już wiedziała, że dziewczyną na zdjęciu była właśnie Dionne. W jej galerii widniała fotografia, na której całowała się z Nathanem, a pod nią podpis "Nareszcie razem. Kocham Cię. xx". 
- Wszystko dobrze?- spytał zatroskany Irlandczyk. 
Violetta poczuła w swoich oczach łzy. Uniosła głowę i spojrzała na smutnego Justina. 
- Obiecałeś mi, że będzie dobrze. 
- Bo będzie.- odpowiedział, pośpiesznie przytulając ją.- Nie teraz to później.- uśmiechnął się delikatnie. 
- Chłopacy do mnie napisali, że są już pod hotelem.- przerwał Niall.- Chodźcie już. 

- Tak właściwie, to dlaczego przyszedłeś na galę sam?- zapytała złośliwie Kelsey. 
Chłopak nie odpowiedział, tylko wpatrywał się w ekran swojego iPhone'a. Kolejny raz napisał wiadomość na Twitterze do Violetty i kolejny raz stchórzył. Zdenerwowany skasował wszystko co napisał, a następnie schował telefon do kieszeni, zaciskając powieki. Westchnął głęboko, nie chcąc pokazywać przyjaciołom tego, że był załamany. 
- Przecież jest taki szczęśliwy z Dionne- Jay przekręcił oczami.- że musiał zostawić ją w Londynie. Innej opcji nie było. 
Florence lekko walnęła swojego chłopaka w ramię. Mimo że nie podobało jej się to, że Nathan na siłę próbował być szczęśliwy z kimś innym, to i tak nie chciała, by Jay nie dokuczał Nathanowi. W końcu byli przyjaciółmi i nic tego faktu nie mogło zniszczyć. 
Wszyscy zamilkli i wyglądali w różne strony. W pewnym momencie, ciszę wypełnił dźwięk nadchodzącej wiadomości. Blanco szybko wyjęła telefon z kieszeni. Zdziwiła się, gdy na wyświetlaczu zauważyła napis "Niall.", jednak zaraz po tym uśmiech wstąpił na jej usta. 

" Wiem, że może jesteś na mnie zła, ale tak bardzo chciałabym Cię spotkać! Tęsknie za Tobą strasznie mocno, tak samo za Leonem i resztą zespołu. Niestety wiem, że nie zabrałaś swojego brata ze sobą, dlatego chciałabym, żebyśmy spotkały się dzisiaj, najlepiej jeszcze przed galą. Właśnie jadę z Justinem i One Direction na halę. Dojedziemy za jakieś 15 minut. Będę na Ciebie czekała w środku już za czerwonym dywanem. Tylko proszę, przyjdź sama. Nie chcę widzieć się z Nathanem. Mam nadzieję, że jest szczęśliwy z Dionne. 
Kocham Cię, Violetta. xx "

- Twój kochanek do ciebie napisał?- szepnął McGuiness. 
Blondynka energicznie pokręciła głową, pokazując telefon chłopakowi. Nathan zainteresował się nagłą zmianą humoru przyjaciółki, dlatego wychylił się, chcąc zobaczyć co Jay czytał. Szatyn pośpiesznie zakrył wyświetlacz dłonią, ale mimo to, Nath zdołał przeczytać podpis. 
- Spotkasz się z Violettą?!- krzyknął podekscytowany. 
- Tak, ale nie z naszą Violettą.- skrzywiła się, próbując ratować sytuację, by nie wkopać przyjaciółki. 
- Ja wiem swoje.- prychnął.
Violetta kręciła się niespokojnie w umówionym miejscu. Bała się, że Florence nie przyjdzie, a ona naprawdę chciała spotkać się ze swoją przyjaciółką. Na swoje szczęście, parę minut później ujrzała biegnącą w jej stronę dziewczynę. Obydwie wpadły w swoje objęcia i mocno przytuliły się. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo jestem na ciebie wściekła.- powiedziała Flo, nie odsuwając się od Braun. 
- Wiem, przepraszam. Musiałam. 
- No dobra, wybaczę ci, ale pod jednym warunkiem.- uśmiechnęła się szeroko, gdy wyswobodziła się z objęć blondynki. Violetta dała znak, że słucha, więc Blanco kontynuowała.- Bo Jay...- zaczęła niepewnie.- Bo on oświadczył mi się.- mówiła prawie szeptem nie chcąc, by ktoś je usłyszał. Braun chciała już coś powiedzieć, ale dziewczyna uprzedziła jej gestem, by nie przerywała.- I wybaczę ci, jeżeli chociaż będziesz na naszym ślubie. 
- Kto będzie świadkiem? 
- Chciałam, żebyś to ty była moim.- przegryzła wargę, bojąc się wypowiedzieć kolejną część zdania. Wiedziała, że Violettcie już coś nie pasowało.- Ale Jay wybrał sobie Nathana. 
Blondynka automatycznie odsunęła się od przyjaciółki i spojrzała gdzieś w bok. Na sam dźwięk jego imienia, jej oczy zaszkliły się. Bolało ją to, że ona nadal go kochała, a on był z Dionne, jednak zrobił to, o co go prosiła i nie mogła mieć mu tego za złe. 
Uniosła wzrok i ujrzała zbliżającą się w ich stronę szatyna. Pośpiesznie pociągnęła przyjaciółkę za nadgarstek i prowadziła na salę. 
- Postaram się przyjść, ale nic nie obiecuję.- skrzywiła się.- I gratulację.- objęła dziewczynę ramieniem. 

Justin razem ze swoją menadżerką weszli lekko spóźnieni. Na sali panowała już ciemność, jedynie scena, na której występowała Taylor Swift, była oświetlona. Blondyn złapał swoją przyjaciółkę za rękę i ciągnął do góry, na miejsca. Obydwoje wiedzieli, że siedzieli obok One Direction, dlatego szybko znaleźli się na miejscach. Violetta wyprzedziła Kanadyjczyka i usiadła obok Niall'a, mocno przytulając go. Nie zdążyła wziąć porządnego oddechu, a usłyszała czyiś szept przy swoim uchu. 
- Jesteś piękna, tak jak zawsze. 
Wzdrygnęła się i mimowolnie złapała przyjaciela za dłoń. Horan nawet nie spojrzał w jej stronę, tylko automatycznie splótł ze sobą ich palce. 
- Pogadajmy, proszę.- mówił dalej. 
Dziewczyna spojrzała prosto w jego zielononiebieskie tęczówki i zaniemówiła. Czuła, jak na policzki wlewał się rumieniec, a serce przyśpieszyło. Był też inny efekt; w oczach zbierały się łzy. 
- Nie.- odpowiedziała krótko, zwracając się ponownie przodem do sceny. 
- Uciekłaś tak bez pożegnania.- kontynuował.- Violetto, proszę. Muszę z tobą porozmawiać.- blondynka usilnie ignorowała jego gadanie, próbując nie rozpłakać się. Nathan nie zamierzał poddawać się tak szybko.- Kocham cię. 
- Nie, nie kochasz mnie.- odpowiedziała szorstko, odwracając się ku niemu.- Jesteś z Dionne. To ją kochasz. 
- Nie, to nie tak...-zaczął się jąkać.- Dlatego chcę z tobą porozmawiać...
- Nie.- przerwała mu ostro. Nachyliła się do Niall'a i zaczęła szeptać mu coś do ucha.- Mam prośbę, skarbie.- mówiła wiedząc, że Nath próbował podsłuchiwać.- Pocałujesz mnie? 
- Co?- spytał zszokowany. 
- Proszę.- jęknęła. Rozejrzała się dookoła, a następnie wstała z miejsca, przy okazji pociągając za sobą Horana. Czuła, jak Sykes odprowadzał ich wzrokiem. 
Zeszła z chłopakiem w dół, aż znaleźli się w toalecie. Dopiero tam mogła zacząć mówić głośniej. 
- Proszę.- powtórzyła się.- Chcę, żebyś mnie pocałował. Wiem, przepraszam, głupio to brzmi, ale...Zrozum. 
Irlandczyk skrzyżował ręce na piersi, uważnie przyglądając się przyjaciółce. Nie podobał mu się ten pomysł, tym bardziej że wiedział, co Violetta miała na celu. 
- Chcesz, żeby był zazdrosny? 
- Chcę, żeby dał mi spokój.- odpowiedziała, oplatając się ramionami. 
Niall głośno wypuścił powietrze z płuc i przytulił blondynkę, całując ją w czoło. Sam nie wierzył, że zamierzał właśnie się zgodzić. 
- Ale tylko dlatego, że cię kocham. 
Uśmiechnięci z powrotem wrócili na swoje miejsca. Nathan nie odpuszczał, ciągle mówił coś do Violetty, prosił o jedną szczerą rozmowę, ale ona nie zamierzała go słuchać. W pewnym momencie kiwnęła w stronę blondyna, a ten przysunął się do niej, po czym musnął jej usta. Wtedy zszokowany Nath ustąpił i tym razem jego oczy zaszły łzami. Przed sobą miał widok swojej ukochanej, która całowała kogoś innego. 
- Tej, zakochańcy.- Justin dźgnął Violettę w bok.- Musimy iść, panno Braun. 
Dziewczyna kiwnęła i oblizała usta. Ruszyła niepewnie za Justinem, bojąc się tego, co miało nastąpić. 
Gdy znaleźli się za sceną dźwiękowcy i organizatorzy jeszcze raz przypomnieli im co mieli robić, po czym jedna z dziewczyn zaprowadziła ich na scenę. W pewnym momencie zabrzmiała znana melodia, a Bieber złapał swoją menadżerkę za rękę, uśmiechnął się do niej przyjacielsko i poprowadził na sam środek. Podeszli do mikrofonu, przy którym leżała koperta. Kartkę wziął Justin, a Violetta modliła się tylko, by nie musiała spotkać się z The Wanted, chociaż pragnęła, by to oni wygrali. 
- Wiecie jaki to był ciężki wybór.- westchnął Justin, przedłużając chwilę ogłoszenia wyników.- W tej kategorii znajdują się sami moi ulubieńcy, sam nie wiedziałem na kogo głosować.- zaśmiał się. 
- Jednak zagłosowałeś, zobaczymy, czy trafiłeś zwycięzce.- zawtórowała mu blondynka. 
Chłopak zniecierpliwiony rozerwał kopertę i przyjrzał się literkom napisanym na czystej, białej kartce papieru. Spojrzał na swoją towarzyszkę i śmiesznie poruszył ramionami. 
- Żebyś wiedziała, że trafiłem!- powiedział, po czym uniósł wyniki do góry i pokazał je widowni. 

wtorek, 4 czerwca 2013

37- Nic nie będzie tak jak dawniej.

W salonie jeszcze raz przetarł oczy, a następnie ponownie rozejrzał się. Najdziwniejsze według niego było to, że w pomieszczeniu nie panował bałagan, mimo tego, że poprzedniego dnia prawie w ogóle nie było widać podłogi. Przeszedł jeszcze parę kroków, aż zatrzymał się przy wejściu do kuchni. W tym samym momencie, ktoś pojawił się w przejściu. 
- O kurwa.- powiedział zszokowany, nie wierząc w to, co widział. 

***


- Cześć kochanie.- dziewczyna uśmiechnęła się, całując zszokowanego szatyna w policzek. Minęła go i położyła puste szklanki, które miała w ręku, na stole.- Wiesz, nadal nie wiem, dlaczego ta cała Violetta z tobą zerwała.- przewróciła oczami, a w jej głosie dało się wyczuć irytację.- Szczególnie, że jesteś taki dobry w łóżku.- odwróciła się do niego i przegryzła delikatnie wargę. 
Nathan zmierzwił dłonią włosy, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. W jego głowie kołatała się jedna myśl; przespał się z Dionne, swoją przyjaciółką. Rozejrzał się do pokoju, a następnie zakrył usta dłonią. Najnormalniej w świecie nie wierzył w to, co dziewczyna mówiła. Nie przypominał sobie takiego momentu w poprzednim wieczorze. 
- Niby skąd wiesz?- wypalił, nie będąc do końca pewien tego, co mówił. 
- No jak to skąd?- udawała zdziwioną.- Przecież między nami do czegoś doszło.- mówiła ostrożnie. 
- Nie.- przerwał jej ostro.- Po prostu nie. 
Okręcił się energicznie, po czym wszedł do łazienki, trzaskając drzwiami. To wszystko zaczęło go przytłaczać, sam nie wiedział już co się wydarzyło. Zamknął oczy i zsunął się po ścianie w dół, spuszczając głowę. Oddychał głęboko, próbując przywrócić rytm serca do normy. 
Dionne siedziała przy stole i bawiła się widelcem. Wiedziała, że źle zrobiła, ale zależało jej na Nathanie. Chciała z nim być, a Violetta dała jej do tego wspaniałą okazję. Z jednej strony było jej smutno z tego powodu, że okłamała chłopaka. Tak naprawdę nie przespała się z nim, bo on ciągle mówił o swojej byłej dziewczynie. Mulatka w końcu westchnęła i zabrała swoją torbę. 
- Nath, wychodzę.- powiedziała, pukając cicho w drzwi od łazienki.- Zobaczymy się później?- spytała cicho. 
Szatyn nie odpowiedział, nawet nie miał takiego zamiaru. W tym momencie nie chciał widzieć Mulatki. 
Brunetka głęboko westchnęła i opuściła dłoń. Niepewnie okręciła się, wychodząc z mieszkania Sykes'a powolnym krokiem.
Niall chodził w kółko po pokoju, próbując dodzwonić się do Scooter'a. Mężczyzna nie odbierał od dłuższego czasu, dlatego zaczynał się martwić co działo się z nim oraz Violettą. Recepcjonistka u niego w biurze nie chciała przekazać Irlandczykowi żadnych informacji, tłumacząc, iż Violetta nie pozwoliła nikomu mówić o swoim aktualnym miejscu zamieszkania. Zdenerwowany cisnął telefonem o ziemię. Dziewczyna była dla niego jak siostra, dlatego odchodził od zmysłów.
Po krótkim czasie, usłyszał znajomą melodię. Zerwał się z miejsca i bez patrzenia na wyświetlacz odebrał. 
- Scooter?- spytał głosem pełnym nadziei. 
Ktoś po drugiej stronie mlasnął, a zdumiony blondyn odsunął komórkę. Tym razem spojrzał na ekran i nie zadowoliło go to, co tam ujrzał. 
- Nadal czekasz na telefon? 
- Tak, blokujesz mi linię, Harry.- odrzekł ze stoickim spokojem, chociaż miał ochotę rozłączyć się i próbować dalej dodzwonić się do menadżera The Wanted. 
- No sorry bardzo, ale do ciebie dodzwonić się, to gorzej niż do papieża.- skrzywił się, chociaż że jego przyjaciel tego nie widział.- Chciałem ci tylko przypomnieć, że za dwa dni wylatujemy do Stanów. 
Niall westchnął, ciężko siadając na kanapie. Jego wzrok padł na zdjęcie w ramce, które stało na półce, nieopodal niego. Na fotografii znajdował się on razem z Violettą. Uśmiechali się. To był ten najszczęśliwszy okres w jej życiu; kiedy miała przyjaciół i chłopaka. Wszystko posypało się w momencie, kiedy zerwała z Nathanem. I na dobrą sprawę, dokładny powód nie był nikomu znany. 
- Pamiętam.- odpowiedział cicho, a jego twarz zalała się czerwienią. Zapomniał, ale nie chciał się przyznać.- Mogę już się rozłączyć, czy chcesz coś jeszcze? 
- Chcieliśmy zabrać cię do jakieś restauracji, czy coś.- mówił niepewnie.- No wiesz, żebyś się odstresował. Bo ostatnio to kiepsko...
- Straciłem przyjaciółkę.- przerwał mu.- Jak ty byś się czuł? No na pewno nie skakałbyś ze szczęścia. 
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale usłyszał znajomy dźwięk, który informował go o tym, że ktoś próbował się do niego dodzwonić. Rzucił szybkie "Przepraszam" do przyjaciela i pośpiesznie rozłączył się. Wszedł w rejestr kontaktów i napis, który pojawił się na wyświetlaczu, wywołał na jego twarzy ogromny uśmiech. Nacisnął zieloną słuchawkę i ponownie oczekiwał na odebranie połączenia. 
- Niall!- usłyszał swoje imię po drugiej stronie, wypowiadane przez jakąś dziewczynę. Dopiero po chwili doszła do niego świadomość, że była to Violetta.- Cieszę się, że w końcu odebrałeś.- zaśmiała się.- Mówił ci ktoś, że strasznie ciężko jest się do ciebie dodzwonić? 
- Tak, Harry.- również zabrzmiał jego śmiech.- Właśnie przed chwilą, ale nie zmieniaj tematu. Jestem na ciebie wściekły! Jak mogłaś mnie zostawić? 
- Przepraszam.- odpowiedziała cicho, a Horan usłyszał, jak pociągała nosem. Była bliska płaczu. 
- Ej, nie płacz.- powiedział z troską w głosie, dzięki czemu Violettcie zrobiło się na sercu lżej.- Kocham cię. 
Dziewczyna westchnęła, siadając na swoim łóżku. Wpatrywała się w drzwi wiedząc, że jej nowy podopieczny mógł wparować do pokoju w każdej chwili. 
- Ja ciebie też, Niall. I Florence też. I resztę zespołu również.- wyliczała. 
- A Nathana? Wiesz, że on też zalicza się do The Wanted?
Braun ucichła. Nie chciała o nim rozmawiać, ale wiedziała, że nie powinna mieć żadnych tajemnic przed przyjacielem. 
- Słuchaj, będzie szczęśliwszy z Dionne. Poza tym już jest z nią szczęśliwy.- chwyciła swojego laptopa i weszła na dobrze znaną stronę plotkarską. Głównym tematem był Nathan Sykes i jego domniemana nowa miłość.- Cały internet huczy. Co chwilę pojawiają się ich nowe zdjęcia. Media już okrzyknęły ich nową, wspaniałą parą. 
- Ja w to nie wierzę.- odrzekł twardo.- Wiesz jak przeżywał rozstanie? Wczoraj wyszedł z domu i nikt nie wie, czy w ogóle wrócił. 
- Wrócił.- odpowiedziała zbyt ostrym tonem.- Na dodatek ze swoją partnerką. Zmieńmy temat.- westchnęła, przegryzając wargę.- Dzwonię, bo mam do ciebie prośbę. Dowiedziałam się, że przyjeżdżasz do USA, razem ze swoim zespołem. Tak się składa, że akurat wtedy też będę w Los Angeles i przyjdę po ciebie na lotnisko. Tylko nie mów nic reszcie, dobrze? 
- Jak ty to sobie wyobrażasz? Violetto, oni odchodzą od zmysłów, nie wiedzą co się z tobą dzieję. Zresztą ja też panikowałem. Wyjechałaś tak nagle, nie pożegnałaś się z nikim, nie powiedziałaś dokąd jedziesz, zmieniłaś numer. Dlaczego uciekasz od problemów? 
Nagle drzwi od pokoju blondynki otworzyły się, a w nich pokazał się uśmiechnięty Justin. Violetta pośpiesznie otarła łzy wierzchem dłoni i odwzajemniła szeroki uśmiech chłopaka. Bieber zmartwił się tym, że jego nowa menadżerka kolejny raz płakała, dlatego bez pozwolenia podszedł bliżej i po prostu mocno przytulił do siebie dziewczynę. Mimo że znali się krótko, to już zdążył dowiedzieć się, że Braun uwielbiała, kiedy ktoś ją tulił. 
- Nie uciekam od problemów.- powiedziała niewyraźnie, nadal wtulona w tors szatyna.- Chciałam zacząć nowe życie, to w Londynie zaczęło mnie przerastać i...
-...Uciekasz od problemów.- powtórzył się.- Tak się nie da żyć, zrozum mnie. Cokolwiek złego się stanie, wyjedziesz? A jeżeli ktoś zrani cię w L.A? Zrobisz to samo co nam? 
- Mówisz jakby to było coś złego. 
- Bo jest. Nie możesz tak robić. Poddajesz się, wiesz? Nigdy nie sądziłem, że moja najlepsza przyjaciółka, że Violetta Braun będzie w stanie się poddać. Uwielbiałem cię za twój temperament, ze to, że doskonale radziłaś sobie w sytuacjach kryzysowych. Za to, że...
- Przestań.- powiedziała ostro.- Muszę kończyć. Przekaż tylko Florence, że ją kocham.- rozłączyła się, wtulając się jeszcze mocniej w nowego przyjaciela. 
Justin tylko zaśmiał się i ucałował ją w czubek głowy. Wtedy od razu przypomniał jej się Nathan. Brytyjczyk uwielbiał czule całować ją w głowę, kiedy tylko była smutna. Całą siłą woli powstrzymywała się od tego, by świeże łzy nie wypłynęły. 
- Wszystko będzie dobrze.- powiedział.- Nie obchodzi mnie to, że zaraz powiesz, że kłamię. Ja mówię prawdę. Z czasem wszystkie twoje sprawy ułożą się i będzie tak, jak dawniej. 
- Nic nie będzie tak jak dawniej, Justin. Straciłam wszystko. Straciłam miłość mojego życia. 
Justin nie odpowiedział. Rozumiał ją, dał jej chwilę na dokładne przemyślenie sobie wszystkiego. W pewnym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Violetta wychrypiała ciche "proszę", a do pokoju wszedł zmartwiony Scooter. Uklęknął przed swoją siostrzenicą i ścisnął jej dłoń. 
- Nie martw się.- uśmiechnął się lekko.- Rób tak, jak ci mówiłem. 
Blondyn odsunął się z uśmiechem, ustępując miejsca brunetowi. Kiedy tylko mężczyzna usiadł na łóżku, oplótł blondynkę swoimi ramionami. 
- Kocham cię, Violetto i pamiętaj, że nie dam nikomu ciebie skrzywdzić. 
- Nie rób Nathanowi krzywdy.- wyswobodziła się z objęć wujka, tylko po to, by spojrzeć mu w oczy.- To nie jego wina tylko moja.
- Wina leży po stronie obojga. Równo. Nie zadręczaj się już, sama powiedziałaś, że chcesz zacząć nowe życie.- ucałował dziewczynę w policzek.- Muszę się już zbierać, chłopcy czekają na mnie w Londynie.- puścił oczko, wstając z miejsca. Podszedł do swojego najmłodszego podopiecznego i przybił z nim piątkę.- A ty opiekuj się moją siostrzenicą. 
- Pewnie że będę.- uśmiechnął się. 
- A i jeszcze jedno.- powiedział, cofając się z powrotem do pary.- Justin, miałeś wręczyć nagrodę na People Choice Awards, tak?- zwrócił się w stronę Kanadyjczyka, a ten przytaknął.- Masz wyjść na scenę ze swoim menadżerem, więc to będziesz ty, Violetto.- tym razem odwrócił się do zdziwionej blondynki.- Spokojnie, gala jest za cztery miesiące, przez ostatni miesiąc na pewno będą trwały próby. Poza tym, nie ma w tym nic trudnego, Justin powie ci co i jak. 
Po tych słowach pożegnali się ze sobą kolejny raz, a następnie odwieźli wujka Violetty na lotnisko, skąd poleciał z powrotem do The Wanted.

______________________________

oficjalnie Nathan i Violetta zerwali i nie zapowiada się na to, żeby szybko do siebie wrócili. :D 
tak jak mówiłam, koniec tego opowiadania zbliża się napraaawdę wielkimi krokami. mogę Wam tylko powiedzieć, że zostało mniej niż 10 rozdziałów. ;) 
ja tam bym się cieszyła, bo to prawdopodobnie mój ostatni blog. przynajmniej teraz.
tak, mam też inne opowiadanie, ale bardzo poważnie zastanawiam się nad usunięciem go; nie wiem czy mam po co publikować, skoro po paru rozdziałach i tak znudzi się większości prawie tak samo jak tu. 
to do następnego. <3

niedziela, 2 czerwca 2013

36- Zostawiłaś wszystko co kochasz.

Droga Florence. 
Kiedy będziesz czytała ten list, mnie już prawdopodobnie nie będzie w Londynie. No, przynajmniej taką mam nadzieję. 
Nie wiem, czy wiesz, ale zerwałam z Nathanem. Kocham go jak głupia, ale nie mogę tego ciągnąć. Nie potrafię. Jego matka ma rację- z Dionne będzie szczęśliwszy. W końcu są artystami... Poza tym nie chcę, żeby przeze mnie pogorszył swoje relację z matką.
Przekaż mu tylko, że go kocham, proszę. 
Przepraszam, że wyjechałam bez pożegnania. Wiem, że gdybym miała to zrobić, próbowalibyście mnie powstrzymać, a ja nie chcę. Nie mogę tu zostać. Wszystko zaczęło mi się walić od kiedy przeprowadziłam się do Londynu. Może i stwierdzicie, że to było trochę egoistyczne posunięcie... i macie rację. Jestem tchórzem, wiem. 
Znalazłam sobie pracę, mieszkanie, więc się nie martwicie.
Zmieniłam także numer telefonu. Na razie nie chcę mieć z nikim szczególnego kontaktu. Boję się, że przez któregoś z Was będę zmuszona do spotkania z Nathanem. Ale obiecuję, że kiedy tylko odsapnę, odpocznę od tego, co się wydarzyło, zadzwonię do Ciebie. Przysięgam. W końcu nie mogę wiecznie uciekać od przeszłości. Ale zawsze pozostaniesz moją najlepszą przyjaciółką, podobnie jak Niall. 
Nie mówię, że reszty The Wanted nie uważam za przyjaciół...Kocham ich jak braci, ale na razie wolałabym unikać jakiegokolwiek kontaktu. 
Mam nadzieję, że Tobie i Jay'owi ułoży się, o ile to możliwe, jeszcze lepiej. 
Pogratuluj także Nareeshy i Kelsey. Cieszę się, że za parę miesięcy na świat przyjdą ich dzieci. Żałuję także, że nie będzie mnie na ich ślubach. 
Nawet sobie nie wyobrażasz tego, jak ciężko jest mi Was opuścić, ale czuję, że muszę zamknąć pewien rozdział w moim życiu i otworzyć następny. 
Wszelkie informacje, które będę chciała Wam przekazać, usłyszycie od Scooter'a. Nie macie co prosić go o to, żeby dokładnie powiedział gdzie się znajduję. Już go prosiłam o to, by nic nie mówił. 
Kocham Was. 
Violetta.
"
Florence uniosła wzrok i głośno przełknęła ślinę. Swój wzrok wbiła w Nathana. Jego wyraz twarzy nie przedstawiał absolutnie niczego, ale oczy i tak powoli robiły się szklane. Jay podszedł do blondynki i przytulił ją. Florence opuściła list, a następnie wtuliła się w swojego chłopaka. Sykes zdezorientowany zlustrował wszystkich obecnych, po czym schylił się i podniósł niechlujnie urwany kawałek z zeszytu. Wpatrzył się w litery zapisane niestarannym pismem jego, już byłej, dziewczyny i nie mógł uwierzyć w to, co czytał. Nie wierzył, że naprawdę go zostawiła i kazała mu być z Dionne. 
-Wróci.- powiedział cicho Tom.- Musi. 
-Nie.- zaprzeczył ostro najmłodszy z nich.- Nie wróci, nie rozumiesz?- energicznie odwrócił się w stronę przyjaciela.- Wyraźnie napisała, że nie chce utrzymywać z nami kontaktu.- wzruszył ramionami, zgniatając papier w dłoni.- Nie wróci.- wyszeptał. 
Kelsey głośno wypuściła powietrze z płuc i postępując podobnie jak Jay, przytuliła szatyna. Chłopak nie odwzajemnił jednak uścisku. Czuł się w tym momencie jak wrak człowieka. 
-Może Niall wie, gdzie jest.- zaproponował cicho Siva.- W końcu to on jest jej najlepszym przyjacielem. 
-Nawet jeśli wie to i tak nie powie.- odpowiedział ponownie Nath i spuścił głowę.- Nikt nam niczego nie powie. 
-Warto spróbować.- Nareesha poparła swojego narzeczonego.- Przecież on wie, jak bardzo ją kochasz. 
W pomieszczeniu zapanowała cisza. Nikt nie wiedział co odpowiedzieć, ta cała sytuacja była dla nich wszystkich zbyt trudna, niezrozumiała. Chwilę później rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Max, jako gospodarz mieszkania ruszył je otworzyć. W przejściu pojawił się blondyn, który bez słowa wyminął kolegę po fachu i wszedł do salonu. Zmierzył Nathana spojrzeniem, po czym wcisnął mu białą kopertę. Kiedy młodszy chłopak wziął papier, Horan odwrócił się i spojrzał na Florence. 
-Gdzie, do jasnej cholery, jest Violetta?- spytał. 
-Chciałabym wiedzieć.- odrzekła, mrużąc oczy. 
Nathan drżącymi rękoma wyjął list ze środka. Domyślał się, co mógł tam zastać, dlatego poniekąd bał się tego. Już kiedy zauważył znajome pismo, jego serce zabiło szybciej. 
"
Niall, mój przyjacielu. 
Nie gniewaj się na mnie, proszę. Wyjechałam z Londynu, ale niedługo spotkamy się. Spytaj Scooter'a o co chodzi on Ci wszystko wytłumaczy. Ale proszę, nie mów nic nikomu z The Wanted, ani Florence. Na razie nie chcę, żeby wiedzieli. Boję się, że będą próbowali przekonać mnie do powrotu, czego oczywiście nie chcę. 
Mój list do Ciebie będzie najkrótszy, ale mam ku temu powody. 
Możesz jedynie przekazać Nathanowi, że go kocham, ale i tak życzę mu szczęścia z Dionne. 
Tak wiem, jestem uparta. Tylko popatrz, to widać, że oni będą razem szczęśliwi. Ona stanowczo bardziej pasuje do mojego chłopaka...
Do zobaczenia. 
Violetta. xx
"
-Nie wiem jak wy się spotkacie- zaczął, chowając list z powrotem do koperty-  ale ja jadę z tobą, Horan.
Blondyn mlasnął i opadł na fotel. Spuścił głowę i przejechał rękoma po swoich włosach. Był bezradny, kompletnie nie wiedział, co powinien robić. 
-Ja nie wierzę w to, że ona tak po prostu wyjechała.- mówił cicho.-Tak bez pożegnania. To nie w jej stylu. 
-Już raz próbowała uciec bez pożegnania.- odpowiedział chłodno Nath.- Więc nie wątpię, że naprawdę to zrobiła. 
-Niedługo pewnie dowiemy się, gdzie jest.- uspokajał wszystkich Siva.- Wtedy z nią pogadamy. 
Sykes pokręcił głową, a następnie wyszedł z mieszkania przyjaciela z hukiem. 
-Jadę do Scooter'a.- oznajmił cicho Irlandczyk, pożegnał się ze wszystkimi, po czym ruszył do swojego samochodu.
Proszę zapiąć pasy, za chwilę lądujemy. 
Violetta schowała swój telefon do kieszeni i postąpiła zgodnie z poleceniami Spojrzała na swojego wujka z przerażeniem, a ten tylko uśmiechnął się do niej niemrawo. Nadal myślał, że dziewczyna źle postępowała, ale nie mógł jej niczego zabronić. Obiecał swojej siostrze, że zajmie się Violettą najlepiej jak będzie potrafił, a wiedział, że w Londynie nie dałaby teraz rady. 
Złapał blondynkę za dłoń i lekko uścisnął ją. Braun uśmiechnęła się w jego stronę i zagryzła wargę, kiedy samolot powoli obniżał się. 
Teraz czuła, że naprawdę skończyła pewien rozdział w swoim życiu, chociaż nadal nie była pewna, czy robiła dobrze. Działała spontanicznie i gdzieś tam tliła się nadzieja, że przynajmniej w Ameryce uda jej się ułożyć sobie życie. 
-Dziękujemy za skorzystanie z naszych usług, mamy nadzieję, że podobało się państwu. Zapraszamy również do ponownego skorzystania z naszych linii lotniczych.- na przodzie pojawiła się uśmiechnięta stewardesa. 
Violetta z ulgą odpięła pasy i energicznie podniosła się, chwytając swój bagaż podręczny. Wyjęła z torby okulary przeciwsłoneczne i szybkim krokiem kierowała się do wyjścia, a rozbawiony Scooter szedł za nią. 
-Kiedy poznam Justina?- spytała, kiedy ku jej zadowoleniu znaleźli się na zewnątrz. 
-W hotelu.- odpowiedział, wyglądając gdzieś na przód. Sprawdzał ilu ludzi było jeszcze przed nimi.- Czeka na ciebie.- uśmiechnął się lekko, spoglądając na siostrzenicę. 
Dziewczyna zaczerpnęła głęboko powietrze w płuca i mocniej ścisnęła rączkę od swojego bagażu. Brunet nagle zatrzymał się i poprosił, by nie ruszała się z miejsca. Zgodziła się niechętnie, a już parę minut później mężczyzna wrócił do niej z ich bagażami. Oczywiście, bagaż Violetty był o wiele większy, niż ten Scooter'a. Braun zostawał w Atlancie tylko na tydzień. 
-Miły jest?- pytała dalej, znajdując się już przed lotniskiem. 
-Bardzo. Myślę, że się polubicie.- złapał jakąś taksówkę i pośpiesznie wsiadł do niej razem z blondynką. 
Taksówkarz od razu rozpoznał ich, dlatego żwawo zaczął rozmowę. Co jakiś czas na ustach Violetty pojawiał się szczery uśmiech, ponieważ rozśmieszał ją humor mężczyzny. Niestety, niedługo potem zadał bolesne dla niej pytanie. 
-Panienka już niedługo nie będzie nazywała się Braun, tylko Sykes, prawda?- powiedział, uśmiechając się do towarzyszy w lusterku. 
Dziewczyna rozchyliła usta, nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Czuła wzbierające łzy w oczach, a on to zauważył, dlatego natychmiast zamilkł. 
-Przepraszam.- dopowiedział szybko. 
Violetta ledwo zauważalnie skinęła głową, a Braun pochylił się bliżej niej. 
-W końcu będziesz musiała powiedzieć wszystkim, że między tobą a Nathanem wszystko skończone.- wyszeptał. 
-Spokojnie.- odpowiedziała, przecierając zmęczone oczy. 
Do końca drogi w aucie zapanowała cisza. Mężczyzna bał się cokolwiek jeszcze powiedzieć. Kiedy znaleźli się pod hotelem, Braun podziękowała i ostrożnie wyszła z pojazdu, za to brunet rozliczał się jeszcze za przejazd. 
-Boisz się?- spytał, gdy już znalazł się obok niej. 
-Nie, dlaczego?- spojrzała na niego zdziwiona.- Sam powiedziałeś, że Justin to dobry chłopak. 
-Justin tak.- przytaknął.- Ale nie o to mi chodziło. Zostawiłaś wszystkich swoich przyjaciół w Londynie, Violetto. Wszystko co kochasz.
Spuściła głowę i przez chwilę zastanawiała się co odpowiedzieć. 
-Z Niall'em spotkam się niedługo, a do Florence zadzwonię.- wzruszyła ramionami.- Muszę tylko się ustabilizować.
Brunet nie odpowiedział, tylko pociągnął siostrzenicę do hotelu. W recepcji odebrał klucz do wcześniej zarezerwowanego pokoju i wskazał drogę blondynce. Przestraszyła się, kiedy podszedł do nich chłopak, mniej więcej jej wieku, w uniformie i zabrał bagaże. Wujek jednak szybko wytłumaczył, że jego pracą było dostarczenie walizek pod pokój. 
-Scooter!- usłyszeli czyiś głos, gdy wsiadali do windy. Mężczyzna zdążył wsiąść, zanim drzwi zatrzasnęły się.- Jak miło cię widzieć.- odsapnął. 
Braun uniósł rękę, a Kenny przybił mu tak zwaną piątkę. 
-Mi ciebie też miło widzieć.- zaśmiał się.-  A to moja siostrzenica.- pokazał ruchem dłoni w stronę lekko speszonej Violetty. 
Hamilton od razu uścisnął dziewczynę. To przypomniało jej pierwsze spotkanie z The Wanted- tam nie została od razu przez wszystkich dobrze przyjęta, a tu miała taką szansę. Już wiedziała, że polubi się z Hamiltonem. 
Od razu gdy wyszli z windy, skierowali się w stronę pokoju Violetty, pod którym wszyscy rozstali się. Blondynka przechwyciła swoje torby i rzuciła je na łóżko, już w pomieszczeniu. Z dna jednej z toreb wyciągnęła telefon ze starym numerem. Na wyświetlaczu widniał napis "98 nieodebranych połączeń i 103 nieodebrane wiadomości." Głośno wypuściła powietrze z ust, zsunęła się po ścianie na dół, podkuliła nogi i na początku przejrzała listę dzwoniących. Ku jej zdziwieniu, najmniej razy dzwonił do niej Nathan, bo aż tylko 10. Reszta należała do Niall'a, Florence oraz reszty The Wanted. 
Nie dziwię się, pewnie jest teraz z Dionne, myślała. 
Usłyszała pukanie do drzwi, więc natychmiastowo otarła mokre policzki wierzchem dłoni. Nie zdążyła powiedzieć "proszę", a do środka wszedł szatyn. Na jego ustach widniał ogromny uśmiech, ale gdy zauważył łzy blondynki, posmutniał i klęknął na przeciwko niej. 
-Dlaczego płaczesz? 
Violetta próbowała uśmiechnąć się, ale nie przypominało to raczej szczerego uśmiechu. Wzruszyła ramionami i za pomocą chłopaka podniosła się do pionu. 
-Bez powodu. 
Justin pokręcił głową, a następnie przytulił ją. 
-Jesteś moją menadżerką, prawda?- spytał. 
-Tak.- odsunęła się, wystawiając rękę w jego kierunku.-Violetta Braun, ale to pewnie wiesz od mojego wujka.- zaśmiała się tym razem szczerze, co szatyn wziął za dobry znak. 
-Justin Bieber, ale to zapewne wiesz z gazet i internetu.- poszedł w jej ślady i również wybuchnął śmiechem.- Ale tak serio, to cieszę się, że zostaniesz moją menadżerką.- uśmiech nie schodził z jego ust. 
-Nawet mnie nie znasz, a już mówisz, że się cieszysz?- spytała, nie mogąc opanować śmiechu. 
Bieber wzruszył ramionami, po czym pociągnął blondynkę w kierunku wyjścia. 
-Więc nie tylko ja myślę, że musimy się poznać.- poruszył śmiesznie brwiami.- Zapraszam cię do mojej ulubionej kawiarni. Oczywiście w charakterze przyjaciół.- odchrząknął, kiedy zauważył jej zmartwiony wyraz twarzy. Poza tym, akurat w tym momencie przypomniał sobie, że dziewczyna niedawno zerwała ze swoim chłopakiem. 
-Zgoda.- odpowiedziała i ze śmiechem zbiegli na dół, mijając przy tym zdziwionego Scooter'a.

W Londynie panował blady świt. Parę godzin wcześniej, pijany Nathan doszedł do swojego mieszkania, gdzie w sypialni od razu rzucił się na łóżko. Chciał odreagować jakąś tą całą sytuację. Dobijała go myśl, że prawdopodobnie na zawsze stracił swoją ukochaną. 
Zaczął przebudzać się, gdy usłyszał jakieś kroki w salonie. Delikatnie uniósł głowę i rozejrzał się zmroczonymi oczami dookoła. W jego pokoju było pusto; przynajmniej nikogo nie zauważył. Przetarł twarz i z westchnięciem usiadł na krańcu łóżka. Męczył go ból głowy, więc rozchylił kolana i lekko pochylił się, przytrzymując głowę rękoma. 
Gdy ktoś włączył telewizor, chłopak w pierwszej chwili wystraszył się; przecież ktoś był u niego w mieszkaniu. Z drugiej strony tliła się w nim nadzieja, że tym kimś była Violetta. Kierowany tym drugim uczuciem, pośpiesznie wstał i ubrał się. Był nagi i to również było drugim powodem jego zdumienia. Tak naprawdę nie pamiętał co robił w nocy, wszystkie wspomnienia zaczynały zamazywać się po piątym wypitym drinku. 
Chwiejnym krokiem ruszył do przodu i mocno szarpnął za klamkę. W salonie jeszcze raz przetarł oczy, a następnie ponownie rozejrzał się. Najdziwniejsze według niego było to, że w pomieszczeniu nie panował bałagan, mimo tego, że poprzedniego dnia prawie w ogóle nie było widać podłogi. Przeszedł jeszcze parę kroków, aż zatrzymał się przy wejściu do kuchni. W tym samym momencie, ktoś pojawił się w przejściu. 
-O kurwa.- powiedział zszokowany, nie wierząc w to, co widział. 

sobota, 1 czerwca 2013

35- Justin Bieber potrzebuje menadżera.

-Wiesz co ci powiem?- spytała szeptem, a Nathanowi w tym momencie serce zaczęło bić szybciej. Wyczekiwał najgorszego.- To koniec. Zrywam z tobą, Nath. 
Świat Sykes'a właśnie legł w gruzach. Chciał pobiec za swoją ukochaną, zatrzymać ją, wszystko wytłumaczyć, ale nie zdążył. Blondynka energicznie odwróciła się i zbiegła na dół, a na klatce rozbrzmiał tylko krzyk niosący ze sobą jej imię. 
-I dobrze.- usłyszał głos swojej matki, która zatrzasnęła przed nim drzwi.- Teraz masz szansę być z Dionne.- powiedziała szeptem, kiwając głową w stronę uśmiechniętej brunetki. 
Przenosił wzrok to z Mulatki, to na matkę. Sam do końca nie wiedział co się właśnie stało. Kiedy dotarło do niego to, że Violetta zerwała z nim, łzy wezbrały w jego oczach. 
-Wyjdźcie.- odparł chłodnym tonem, otwierając, wcześniej zamknięte przez panią Sykes, drzwi. Kobiety były zdziwione, dlatego nie ruszyły się z miejsca.- Wynocha!- wrzasnął zdenerwowany.
___________________________________________

Zdruzgotany Nathan zsunął się po ścianie w dół. Nie wiedział, co miał ze sobą zrobić, był w totalnej rozsypce. Z jednej strony chciał pobiec za Violettą i wytłumaczyć jej wszystko, ale wiedział, że nawet nie próbowałaby go słuchać. Schował twarz w dłoniach i zaczął płakać jak dziecko. 
On ją naprawdę kochał i nie wyobrażał sobie życia bez kogoś innego. 
Otarł podpuchnięte oczy, pociągnął nosem i zmusił się do wstania. Kiedy już mu się udało, podszedł do stoliczka, na którym leżał jego telefon. Wybrał numer do swojej, już byłej, dziewczyny i tępo wpatrywał się w jej numer. Bał się zadzwonić, chociaż nie miał niczego na sumieniu. 
Może to i lepiej, że ze mną zerwała? myślał. 
Zwrócił się w kierunku wyjścia i głęboko westchnął. Po zastanowieniu, wyjął kurtkę z szafy, założył ją, a następnie wyszedł z mieszkania. Pośpiesznie zbiegł na dół, a gdzieś tam w nim nadal tliła się nadzieja na to, że spotka Violettę. Chciał wszystko jej wytłumaczyć, a ona nawet nie dała mu szansy. 
To nie było tak, że zaprosił Dionne do siebie. To jego matka przyszła z dziewczyną, na kawę i ciasto, jak to obydwie powiedziały. Zapowiadało się niewinnie, ale teraz zdał sobie sprawę z tego, jaki błąd popełnił wpuszczając Mulatkę do środka. 
Zaczerpnął głęboko powietrza w płuca i przymknął powieki, ponieważ w oddali zauważył paparazzich, a nie chciał, by ktokolwiek przyłapał go na tym, że płakał. Jednak kiedy ponownie je otworzył, wśród fotografów ujrzał jeszcze jedną, znajomą mu postać. Drobna blondynka próbowała przedostać się przez tłum, ale oni nie dawali za wygraną. Dręczyli ją ciągłymi pytaniami i robili tysiące zdjęć. Nathan lekko zezłościł się i przyśpieszył kroku. Oczywiście, zwrócił tym samym uwagę jednego z mężczyzn. Uśmiechnął się do nich sztucznie, a następnie pociągnął Violettę za łokieć. Nie zważając na ludzi, którzy ich otaczali, dziewczyna wyrwała się z uścisku szatyna. 
-Nie dotykaj mnie!- wrzasnęła ze łzami w oczach. 
-Violetto, to nie tak.- powiedział cicho, przysuwając się.- Ja wcale nie zaprosiłem tam Dionne. 
-Ale to mnie nie obchodzi.- pokręciła głową, jednocześnie ocierając na nowo spływające łzy.- Myślisz, że ja nie widzę tego, jak twoja matka próbuje nas skłócić? 
-I pozwolisz jej na to?- przerwał ostro. 
Braun zacisnęła usta w wąską kreskę. Nie zamierzała rozmawiać z Nathanem, bo to tylko sprawiało jej większy ból. Pomimo tego, że nadal go kochała i tak musiała z nim zerwać. Miała dosyć wszystkiego. 
-Tu nie chodzi tylko o nią.- powiedziała nieśmiało.- Nath, ja nie wytrzymam.- wzruszyła spanikowana ramionami.-Ten świat nie jest dla mnie, nie mogę być z kimś sławnym. Widziałeś, jak niektórzy sprzeciwiali się naszemu związkowi? Nie wiedziałeś o tym, ale ja codziennie wieczorem płakałam. Za bardzo mnie to boli. 
-Ale ja cię kocham. 
Westchnęła, spuszczając wzrok. Sykes chciał unieść jej podbródek, albo chociaż przytulić, ale ona pośpiesznie odsunęła się. 
-Z Dionne pewnie będziesz szczęśliwszy.- stwierdziła nieco ostrzejszym tonem, niż zamierzała.- Widziałam jak na nią patrzyłeś. I nie proś mnie o nic, bo ja zdania nie zmienię.
Szatyn opuścił ramiona wzdłuż tułowia, a Violetta westchnęła i okręciła się, ruszając do przodu. Założyła kaptur od bluzy na głowę i nie zwracając uwagi na dziennikarzy, szła przed siebie. Kiedy zorientowali się, że nie mieli szans, by dowiedzieć się czegokolwiek od blondynki, wrócili do wciąż zdezorientowanego Nathana. 
-Jesteś znowu singlem?- spytał jeden z nich. 
Sykes oderwał wzrok od znikającej Violetty i powoli przeniósł go na mężczyznę. Przez chwilę nie mógł wydobyć z siebie głosu.
-Na to wygląda.- odparł i wściekły wrócił z powrotem do mieszkania.
Violetta kierowała się do dobrze znanego jej miejsca. Z oczu ciągle płynęły łzy, a ona wmawiała sobie, że postąpiła bardzo dobrze. W końcu kiedyś i tak by zerwali; przynajmniej tak myślała. Przed wejściem podeszła do starszej pani, która sprzedawała kwiaty i znicze. Okryta była grubym kocem, a na jej twarzy widniały rumieńce. Braun była pewna, że kobieta chorowała. Kupiła chryzantemę i z uśmiechem podarowała staruszce więcej pieniędzy, niż musiała. 
Wypuściła głośno powietrze z płuc, po czym pchnęła czarną, masywną bramę, prowadzącą na obszar cmentarza. Niepewnie weszła na teren i głośno przełknęła ślinę. Nienawidziła takich miejsc, zawsze się bała. Jej bujna wyobraźnia zazwyczaj podsuwała dziwne obrazy. Dlatego często nie bywała w takich miejscach. Powolnym krokiem ruszyła znaną już ścieżką. Nie musiała długo iść, bo grób jej matki wcale nie znajdował się tak daleko od wejścia. 
Położyła kwiatka na płytę, a następnie usiadła na granitowej ławeczce. Nie mogła oderwać wzroku od wyrytego napisu. Tak bardzo bolał ją ten widok, ta świadomość, że już nigdy nie będzie mogła wypłakać się własnej mamie. 
-Tęsknię za tobą.- powiedziała cicho. 
W tym momencie jej telefon zaczął grać, a jakaś kobieta przechodząca obok dziwnie na nią spojrzała. Blondynka wyjęła komórkę z kieszeni, ale nie odebrała połączenia. Dzwonił do niej Nathan, a bała się, że rozpłacze się jeszcze bardziej, kiedy usłyszy jego głos. Kiedy dzwonek ucichł, natychmiast włączyła tryb cichy. 
-Chciałabym, żebyś mi pomogła.- kontynuowała. Czuła się poniekąd lepiej, gdy tak mówiła, chociaż że mogło to wyglądać nieco dziwnie.- Nie wiem co mam robić, mamo. Nie radzę sobie w Londynie. Mogłyśmy zostać w Manchesterze. Znalazłabym dobrą pracę, żeby nas utrzymać i w ogóle...Lekarz też by się znalazł. 
Po bladych policzkach Violetty płynęło coraz więcej łez. Nie mogła się powstrzymać od płaczu, pomimo tego, że wbijała sobie paznokcie w dłoń, by przestać myśleć o tym wszystkim, co wywoływało smutek. Wychodziło to jej raczej z miernym skutkiem. 
Komórka Braun nie przestawała dzwonić. Co chwilę dobijał się do niej Nathan, albo Niall. Kochała ich, ale nie mogła odebrać. Nie chciała z nikim teraz rozmawiać. Potrzebowała tylko swojej matki. 
-Chciałabym, żebyś powiedziała mi, czy dobrze zrobiłam zrywając z Nathanem. Bo wiesz...Kocham go najbardziej na świecie, ale jego mama chyba ma rację...Z Dionne byłby szczęśliwszy.- schowała twarz w dłoniach i rozpłakała się jeszcze mocniej. 
Chwilę później poczuła czyiś dotyk na swoich ramionach. Wzdrygnęła się, odsuwając się od przybysza, tak że prawie spadła na ziemię. 
-Nie bój się mnie.- powiedział Leon. 
Kiedy tylko zobaczyła swojego przyjaciela, bez namysłu z powrotem wtuliła się w niego. 
-Co się stało?- spytał cicho. 
-Zerwałam z Nathanem.- odpowiedziała prawie szeptem.-Leon, ja nie wiem co mam ze sobą zrobić. To wszystko mnie przerasta. 
Blanco uśmiechnął się delikatnie i mocniej przytulił dziewczynę. Starał się dać jej pocieszenie 
Scooter przemierzał cmentarz z bukietem pięknych chryzantem. Co jakiś czas zostawiał jednego kwiatka na naprawdę zaniedbanych grobach, bo było mu po prostu przykro z tego powodu, że ktoś zapominał o swoich bliskich. Wciąż bolało go to, że nie tak dawno temu stracił swoją siostrę, dlatego ledwo powstrzymywał się od płaczu. Zdziwił się jednak, gdy przy jej grobie uznał dwie, znajome mu osoby. 
-Co wy tu robicie?- spytał cicho. 
Przestraszona Violetta odsunęła się od Leona i z przerażeniem w oczach spojrzała na swojego wujka, który właśnie ze spokojem odkładał pozostałe kwiaty na płycie. Westchnęła i zaczęła bawić się swoimi palcami.
-Przyszłam do mamy, nie mogę? 
Brunet uklęknął na przeciwko siostrzenicy i delikatnie uśmiechnął się do niej. Wiedział, że coś było nie tak. 
-Coś nie gra, prawda? 
Dziewczyna wzruszyła ramionami, a Blanco dał znak, że już idzie. Ucałował przyjaciółkę w policzek, a następnie szybkim krokiem opuścił cmentarz. 
-Życie mi się nie układa w Londynie.- mówiła ze spuszczoną głową. 
Scooter wypuścił głośno powietrze i usiadł na wcześniej zajmowanym przez Leona miejscu. Objął blondynkę ramieniem i pozwolił jej oprzeć swoją głowę na swoim ramieniu. 
-Przecież masz Nathana.- powiedział z nutką zwątpienia w głosie. 
-Nie, wcale nie.- odpowiedziała szybko.- Zerwałam z nim.- uniosła wzrok i napotkała zdziwienie wymalowane na twarzy wujka.- Chcę się zwolnić. Miałeś rację, nie powinnam było umawiać się z którymkolwiek z nich. 
-Na pewno tego chcesz?- zapytał cicho. 
Tak naprawdę bał się pozwolić Violettcie zwolnić się z tej pracy. Cieszył się, że przebywał tak blisko niej i w razie potrzeby mógł być jej wsparciem. Poza tym wiedział, że dziewczyna planowała wyprowadzić się, czego również nie chciał, ale nie mógł jej tu siłą zatrzymać. 
Violetta skinęła głową, a Scooter wpadł na pewien pomysł.
-Nie pozwolę ci się zwolnić, ale mogę cię...przenieść.- spojrzała na niego zdziwiona, ale ten tylko westchnął i kontynuował.- Tak się składa, że Justin Bieber potrzebuje menadżera. 
-Mam się przeprowadzić...do Ameryki?- spytała zdziwiona. Brunet nie zdążył odpowiedzieć, a ona mocno go uściskała.-Kocham cię, kocham!
-Naprawdę chcesz się wyprowadzić aż tam? 
Wstała i z uśmiechem skinęła głową. Złapała swojego wujka za rękę, po czym pociągnęła w stronę wyjścia. 
-Tylko nie mów o tym chłopakom, dobrze? Zresztą nikomu nie mów. Napiszę list tylko do Florence i Niall'a. Chcę wyjechać po cichu. 
Scooter niechętnie, ale zgodził się. Nie miał wyboru; musiał pozwolić swojej ukochanej siostrzenicy wyjechać. 
_________________________

Ta, wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka. <3 
Dodałam dzisiaj, bo święto. :D 
Wybaczcie może że o tej godzinie, ale mój tatuś skręcił kostkę i ten teges. xd trzeba było mu pomóc. xd 
Tak, kalectwo to my mamy zapisane w genach. 
Żeby nie było wątpliwości; jutro też dodam rozdział, a następnie będzie leciało po staremu, czyli kolejny będzie we wtorek. 
TO DO NASTĘPNEGO!






ps. tak, już sobie wyliczyłam kiedy skończę tego bloga, bo i tak widzę, że znowu coraz mniej osób czyta. c: ale dziękuję tym, którzy motywują mnie swoimi komentarzami. <3