piątek, 17 maja 2013

26. Nigdy nie dam ci odejść.

-A teraz mam niespodziankę dla was wszystkich.- uśmiechnął się w kierunku chłopców, którzy wyprostowali się.-Pamiętacie jak chcieliście mieć własne reality show? Program E! zaproponował to wam.- uśmiech na jego twarzy powiększał się z każdą chwilą, tak samo jak u Tom'a, Sivy oraz Max'a. Jay pozostawał obojętny, a na twarzy Nathana malowało się przerażenie.- Przez trzy miesiące całe wasze życie zostanie pokazane od kuchni. Pokażą co robicie po koncertach, w dniach wolnych i to, z kim się umawiacie.- Violetta przegryzła wargę, a jej oczy zaszkliły się, podobnie jak oczy jej ukochanego. Obydwoje nie chcieli teraz mówić reszcie świata o tym, że ze sobą byli, ponieważ bali się Scooter'a, który i tak nie pozwoliłby im ze sobą być, bez względu na to, co mówił.- To oznacza zero prywatności. Zaczynacie za dwa tygodnie.
____________________________________
To oznaczało koniec ich związku.
-Nie zgadzam się.- Sykes uniósł się. Kierował się impulsem, nie planował mówić tego głośno, ale i tak nie żałował.
Wbił swój gniewny wzrok w stronę Scooter'a i czekał na jego reakcję. Na początku zdziwił się temu, że ktoś zaprzeczył. Przecież wcześniej męczyli go o to, jak fajnie byłoby mieć taki własny program. I jednym z tych błagających o to był Nathan. Dlatego nie rozumiał nagłej zmiany.
Brunet okręcił się w bok i spojrzał na swoją siostrzenicę, która usiadła na stole i schowała twarz w dłoniach. Nie chciała pokazywać nikomu, że parę pojedynczych łez wyleciało z jej oczu.
-Daj spokój!- krzyknął Tom.- Będzie fajnie!
Szatyn wręcz spiorunował go wzrokiem. Parker zmieszał się, kiedy dotarło do niego to, dlaczego jego przyjaciel nie chciał brać w tym udziału. On się po prostu bał, że nie mógłby być ze swoją ukochaną. Westchnął, zastanawiając się, jakby to było, gdyby to on był Nathanem, a Kelsey Violettą. Z pewnością również nie chciałby jej stracić.
-Też jestem przeciwny.- Jay uniósł rękę do góry. Nathan i Violetta byli jego przyjaciółmi, dlatego zamierzał im pomóc. Poza tym, nie zależało mu teraz na żadnym reality show. Uważał, że mieli wszystko. Fanów, muzykę i drugą połówkę.-Nie musimy udowadniać innym jak bardzo jesteśmy zajebiści.- uśmiechnął się lekko.
-Jay ma poniekąd rację.- powiedziała cicho Violetta, tak że tylko Scooter wyraźnie ją zrozumiał.-Nie wiem, czy powinni teraz brać w tym udział.- spojrzała prosto w brązowe oczy wujka.-To jest w Los Angeles. Musielibyśmy wszyscy tam pojechać, a ja z pewnością musiałabym z nimi zostać. Nie chcę zostawiać mamy.- w jej oczach pojawiły się łzy. Owszem, powiedziała wujkowi prawdę, ale jakąś część tej prawdy ukryła. Chciało jej się płakać też z tego powodu, że program zrujnowałby jej związek.
Braun'owi zrobiło się smutno, dlatego mocno przytulił swoją siostrzenicę. Siva za to szturchnął łokciem w brzuch przyjaciela, szepcąc, że teraz to on powinien tam być i przytulać blondynkę. Nathan nie odpowiedział mu, tylko spuścił głowę. Dobrze wiedział, że musiał w końcu powiedzieć ich menadżerowi o związku z Violettą, ale nadal się bał.
-Ale mamy jeden problem.- brunet skrzywił się, patrząc na Nathana. Chciał zobaczyć jego reakcję.-Już podpisałem dokument, oświadczający iż się zgadzacie.
Sykes mimowolnie otworzył buzię ze zdumienia. Miał ochotę krzyczeć, płakać, walić pięściami w stół, ale wciąż czuł na sobie badawczy wzrok Scooter'a, co nie świadczyło o niczym dobrym. Wziął głęboki wdech, żeby się opanować i zacisnął pięści pod stołem.
-Przecież to jasne, że najpierw my powinniśmy się zgodzić.
-Zgodziliście się.- wzruszył ramionami.-Swoimi błaganiami przez dobre dwa miesiące.
Violetta zsunęła się ze stołu i wygładziła ręką spódniczkę. Nie spojrzała na chłopaków, tylko od razu na swojego wujka. W jej oczach błyszczały łzy, powstrzymywała się całą siłą woli, by nie wypłynęły.
-Przepraszam, zaraz wrócę.- oznajmiła i bez odpowiedzi wyszła z sali.
Wtedy zapanowała cisza. Nikt nie odważył się odezwać, a chłopacy powoli zmieniali zdanie widząc załamanie swoich dwóch przyjaciół. W myślach stawiali siebie na miejscu Nathana i stwierdzali, że nie chcieliby znaleźć się w takiej sytuacji.
-Wiecie co...- zaczął nieśmiało Max, spoglądając na Nathana. Nadal był na niego zły za to, że donosił, ale teraz przynajmniej wiedział dlaczego. Poza tym, był jego przyjacielem, a przyjaciołom powinno się pomagać.-...Ja chyba też już nie chcę.
-Mi też to się nie podoba.- wtrącił Kaneswaran.- Zamierzam oświadczyć się dziewczynie, nie chciałaby, żebym wyjeżdżał do Los Angeles.
-Kelsey kocha LA, ale wątpię, żeby chciała właśnie czegoś takiego.- mówił cicho Tom.- Też nie chcę.
Scooter spojrzał zdziwiony na swoich podopiecznych. Po głębszej chwili zastanowienia, skrzyżował ręce na piersi, a swój wzrok skierował na Sykes'a. Teraz był prawie pewny, że to Violetta była jego ukochaną.
-Nie da rady. Nie można tego cofnąć. Wracajcie do domów przemyśleć jeszcze raz to wszystko, bo za czternaście dni będziecie w Los Angeles.- machnął ręką, a chłopacy mozolnie wyszli.
Jedynie Nathan skręcił w jeden z licznych korytarzy, kiedy reszta kierowała się do swoich mieszkań. Dobrze już wiedział, gdzie znajdowała się jego ukochana, dlatego bez skrępowania wszedł do damskiej toalety. Z marszu podszedł do swojej dziewczyny, która stała przed lustrem i zmywała makijaż, po czym mocno przytulił ją.
-Co my zrobimy?- spytała, wtulając się w tors chłopaka. Próbowała powstrzymać łzy, jednak one i tak spływały po jej bladym policzku.
-Będziemy ze sobą.- odsunął się, by móc spojrzeć w jej oczy. Następnie palcem uniósł podbródek Violetty.- Jeżeli okaże się, że na pewno musimy przeprowadzić się tam, powiemy wszystkim o naszym związku. Nigdy nie dam ci odejść, pamiętaj.- po tych słowach ich usta złączyły się w pocałunku.

Braun już nie wiedział, czy powinien się cieszyć, czy płakać. Z jednej strony chciał, by jego siostrzenica była szczęśliwa z ukochanym chłopakiem, ale z drugiej bał się, że Nathan nie był odpowiedni. Wiele razy słyszał o jego podbojach, dlatego nie był w stanie zaufać mu. Jednak nie chciał robić nikomu krzywdy.
Pchnął szklane drzwi i wszedł do środka. Co chwilę witał kogoś z uśmiechem, rozglądając się dookoła. Szukał jednego mężczyznę, a kiedy już go znalazł, natychmiastowo do niego podszedł.
-Słuchaj, zmieniłem zdanie.-powiedział prosto z mostu.
-Dzisiaj mamy pierwszego kwietnia?- zaśmiał się szef stacji E!
-Nie, ja mówię serio.- pokręcił energicznie głową.-Rezygnuję. Chłopacy nie chcą tego programu, a ja ich rozumiem. Może kiedy indziej.
Blondyna zdziwiło to, co przed chwilą usłyszał. Nie sądził, że Scooter zrezygnuje z czegoś takiego. Sam był zdania, że to by mogło nawet pomóc w karierze chłopaków.
-Może porozmawiamy? Ty, Violetta i chłopacy? Możemy dojść do porozumienia.
-Oni się nie zgodzą.- zaśmiał się.- Nathan i Violetta sądzą, że nie wiem o ich związku, a reszta grupy próbuje ich chronić i również nie chcieli wystąpić. Oczywiście, mogłem powiedzieć im już na zebraniu, że o wszystkim wiem, ale...To taka moja mała zemsta.
-No dobra.- westchnął.-Ale będę dla was trzymał te miejsce.- uśmiechnął się jeszcze raz do swojego przyjaciela.

-Nathan, ile ty się możesz stroić?!- krzyknęła zniecierpliwiona dziewczyna.
Siedziała przy stole i mieszała łyżeczką w herbacie, którą zaserwował jej szatyn. Zastanawiała się po co ją ściągnął. Ciągle zmieniał wersje spotkania, plątał się w tłumaczeniach i nerwowo uśmiechał się. Widziała, że ściemniał. Nathan nigdy nie był dobrym kłamcą.
-Tylko nie perfumuj się za dużo.- przewróciła oczami.-Wiesz, że jestem w ciąży i jestem bardziej uczulona.
-Tak jest!- w przejściu między kuchnią, a salonem nagle pojawił się chłopak. Zasalutował, a następnie wybuchnął śmiechem.-Idziemy?
-Nadal mi nie powiedziałeś dokąd chcesz iść.- powiedziała, zakładając kurtkę.
-Przejść się.- wzruszył ramionami.-Potrzebuję porady dziewczyny.
-Zakochałeś się?- dźgnęła go, a jego poliki zalał niekontrolowany rumieniec. Nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, szatyn wyciągnął przyjaciółkę za nadgarstek z mieszkania i zszedł z nią na dół. Następnie wyjął swojego iPhone'a, pisząc do przyjaciół, że mogą zacząć działać.
Tom dał znak dłonią i wszyscy wybiegli z zakrętu, wchodząc do otwartego mieszkania szatyna. Każdy zajął się tym, czym musiał. Dziewczyny ze śmiechem zaczęły rozsypywać płatki kwiatów na ziemi, tworząc z nich różne wzory, Jay próbował ogarnąć zdenerwowanego Sivę, a Max z Tom'em zajęli się ogólnym wyglądem salonu. Przyciemnili światła, założyli na nich jakąś zakładkę, którym efektem było delikatnie różowe światło, a po tym wszystkim zaciemnili okna grubymi zasłonami. Kiedy tylko skończyli swoją pracę, usiedli zmęczeni na kanapę.
-Myślicie, że się zgodzi?- pytał Mulat, który jako jedyny krążył w kółko.
-Pewnie, że tak!- krzyknęła Florence.-Jesteście ze sobą tak strasznie długo, dlaczego miałaby się nie zgodzić?
Violetta uśmiechnęła się szeroko, próbując nie wygadać się o ciąży Mulatki. Wiedziała, że to był kolejny powód, dla którego Nareesha na pewno powie swojemu chłopakowi "Tak".
-Idę po nich.- powiedziała Kelsey, podnosząc się z miejsca. Kiedy tylko dziewczyna zniknęła za drzwiami, reszta wyszła. Został sam Kaneswaran, który nie mógł usiedzieć na miejscu.
Blondynka od razu gdy wyszła z klatki zauważyła szlajających się Nathana i Nareeshę. Szybko podbiegła do nich i przywitała się z nimi.
-Jay prosił, żebyś na chwilę przyszedł do swojego mieszkania.- powiedziała, wyginając jeden palec i przegryzając wargę. Wyglądała na zmieszaną.-Tak trochę zrobił ci bajzel.
-Zabiję go.- przetarł twarz rękoma i poprosił brunetkę, by poszła z nim na górę, na co ta zgodziła się, bez żadnych podejrzeń.
Violetta kierowała się do mieszkania Tom'a, gdzie wszyscy inni, jednak w połowie drogi przypomniało jej się o tym, że zostawiła telefon w domu swojego chłopaka. Szybko zawróciła i w tym samym momencie usłyszała trzask drzwi wejściowych. Miała cichą nadzieję, że to nie była Nareesha, ale i tak przyśpieszyła. Chwilę później znalazła się w mieszkaniu Sykes'a. Nie mogła wyjść z podziwu, naprawdę podobało jej się. Chciała, żeby kiedyś i on oświadczył jej się w romantyczny sposób.
Weszła głębiej do pokoju, a Siva z zamkniętymi oczami klęknął przed dziewczyną. Był pewien, iż była to jego ukochana. Wziął głęboki wdech i zaczął mówić.
-Kocham cię najbardziej na świecie, wyjdziesz za mnie?
Blondynka nie wiedziała co powiedzieć. Przestraszyła się, bo w tym samym momencie do środka wszedł jej chłopak razem z Mulatką. Brunetce łzy cisnęły się do oczu. Ta scena wyglądała dwuznacznie. Właściwie każdy obcy, który by teraz wszedł, stwierdziłby że Kaneswaran oświadczał się Violettcie. Nathana również to zszokowało, jednak w nieco mniejszym stopniu.
-To mi chcieliście pokazać?!- krzyknęła wścieła i zarazem zrozpaczona. Łzy ciurkiem leciały po jej policzkach, razem z resztkami tuszu.-Siva, to koniec!- wrzasnęła i głośno wyszła. Cała trójka nie miała pojęcia co powiedzieć.
_____________________________
PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKIE BŁĘDY.
"Jeśli nie masz nic dobrego do powiedzenia, nie mów nic", także rozumiem Was.

wtorek, 14 maja 2013

25- A więc Sykes zakochany?


Lynsey prawie biegiem wspinała się na ostatnie piętro dość wysokiego budynku. Co chwilę rozglądała się niespokojnie, zastanawiając się po co właściwie tam szła. Kierowała się impulsem, tak naprawdę nie przemyślała tego. Po prostu chciała zakończyć tą całą szopkę. Sama, ponieważ Anna nie lubiła Nathana. 
Lekko zastukała, a kiedy usłyszała ciche "proszę", niepewnie nacisnęła klamkę i weszła do środka. Rudowłosa kobieta nie uniosła wzroku, tylko nadal bazgrała coś na miętowej kartce. Brunetka powoli zatrzasnęła za sobą drzwi i powolnym krokiem podeszła do biurka, przy którym siedziała. Odsunęła krzesło, a następnie usiadła. Anna dopiero wtedy poderwała głowę i spojrzała na swoją podopieczną. 
-Co cię tu teraz sprowadza? 
Kutcher zaczęła wyginać swoje palce w różne strony. Stresowała się, chociaż tą kobietę znała od małego. Jednak w roli jej menadżerki była inna, niż w roli cioci. 
-Dobrze wiesz...- powiedziała cicho, ale zaraz po tym odchrząknęła.- My naprawdę mamy dosyć. Musicie się też liczyć z naszymi uczuciami...
-Ale podpisaliście umowę.- przerwała jej ostrym tonem. 
Lynsey westchnęła i założyła nogę na nogę. Próbowała wyglądać pewniej, żeby ciotka zorientowała się, że tak szybko nie zamierza odpuścić. Nie robiła tego tylko ze względu na siebie, ale również ze względu na Nathana. Była jego przyjaciółką i pragnęła szczęścia chłopaka. 
-A umów się nie łamie.- kontynuowała, a Lyns uniosła brew do góry. Wyglądała nonszalancko, co też zbiło Annę z tropu.- To w pewnym sensie zasada. 
-Zasady są po to, żeby je łamać, nie?- spytała beznamiętnym tonem. 
Rudowłosa odsunęła się od biurka i nie spuszczając wzroku ze swojej bratanicy, wstała. Powolnym krokiem okrążyła dzielący ich przedmiot, a następnie stanęła za brunetką. Oparła się dłońmi o oparcie krzesła, co tym razem zdezorientowało dziewczynę. 
-Nie kochanie.- przysunęła się, prawie szepcąc jej to na ucho.-Ty i Nathan wyglądacie ze sobą słodko. Myśleliśmy nawet o przedłużeniu umowy. 
-Wiem, że nie lubisz Chris'a, ale ja nie będę z Nathanem!- wykrzyknęła wściekła.- Mamy swoje życie, swoje miłości. 
-A więc Sykes zakochany?- zapytała, uruchamiając wahadełko stojące na blacie. 
Odgłos przesuwania się wskaźnika, tego tykania, wręcz denerwował Lynsey. Zdała sobie sprawę ze swoich słów dopiero po czynie dokonanym. Wygadała się, że Nathan miał kogoś innego.
-Tak mi się tylko powiedziało.- wzruszyła ramionami, spuszczając wzrok. 
Anna z kpiącym uśmieszkiem chwyciła swoją komórkę i zaczęła szukać potrzebnego jej kontaktu. Kutcher próbowała wychylić się i zobaczyć, do kogo pisała, jednak kobieta odeszła do tyłu. W końcu znalazła numer Scooter'a i napisała do niego krótką wiadomość tekstową. 
" Nathan się zakochał. Podobno ma kogoś innego. Dajemy im spokój? "
Zdenerwowana modelka nadal wyginała palce. Nie wiedziała, co miała ze sobą zrobić. Miała na sumieniu to, że pod wpływem chwili wypaplała swojej menadżerce największą tajemnicę Nathana. 
Kobieta nie musiała długo czekać na odpowiedź. Scooter dość szybko przetrawił wiadomość i odpisał, jedno krótkie słowo. 
" Tak. "
Menadżerka uśmiechnęła się, wracając na swoje miejsce. Poszperała po szufladach i po paru minutach wyciągnęła trzy kartki. Spojrzała na przestraszą Lynsey i podarła je. 
-Przecież to były nasze umowy.- powiedziała zdezorientowana. 
-Owszem.- skinęła głową.- Od dzisiaj ty jesteś z tym Chris'em, a Nathan z tą całą panienką. 
-Nie powiedziałam, że z kimś jest.- skrzywiła się, mając choć odrobinę nadziei na to, że uda jej się wyplątać przyjaciela z opresji. 
-Jak wolisz.- odpowiedziała, wyrzucając resztki umowy do kosza.- Ja i tak wiem, że Młody kocha Violettę. 

Dwa słowa otrzymane w sms'ie od Anny, wprawiły bruneta w osłupienie. Bał się, że miał rację. Bał się, że tą nową dziewczyną Nathana była jego siostrzenica. Owszem, kochał ją i był w stanie zaakceptować każdego chłopaka, ale ci z The Wanted nie pasowali mu. Zbyt dobrze ich znał, żeby pozwolić jej na bliższe zapoznawanie się z nimi. 
Chociaż i tak domyślił się, że pomiędzy Violettą a Nathanem doszło do czegoś więcej na ostatniej imprezie w pokoju. 
-Podpisujesz pan, czy nie?- spytał starszy mężczyzna.- Jest jeszcze wiele chętnych na reality show w E!
Scooter westchnął i ponownie wbił wzrok w papier przed nim. Do tej pory był pewny, że chłopcy ucieszyliby się, ale teraz tą pewność zgubił gdzieś w po drodze. 
Brunet nabazgrał coś na kartce, okręcił się i pośpiesznie wyszedł z budynku. W głowie wciąż kołatała mu się jedna myśl; jego podopieczny umawiał się z Violettą. Chciał, żeby to wszystko okazało się nieprawdą. Nie mógł na to pozwolić, własne sumienie nie pozwalałoby mu na to. Przecież obiecał swojej siostrze, że zajmie się doskonale jej córką po śmierci. Nie chciał zawieść. 
Z kieszeni wyjął telefon i napisał sms'a do całej szóstki z prośbą o spotkanie. Napisał, że to miałoby być coś ważnego i poniekąd było. Nie zamierzał jednak mówić o tym, czego się dowiedział. Postanowił najpierw dobrze przyjrzeć się parze i ich reakcji na to wszystko, co miało nastąpić.
Ale to poniekąd wyjaśniałoby ich inne zachowania. Na przykład to, że Violetta zaczęła bronić Nathana w sprawie z Lynsey. Tylko nie zgadzało mu się jedno- wciąż się kłócili. Przynajmniej przy nim. 
Przeklął pod nosem i zamachnął się, a przechodzeń obok spojrzał na niego wystraszony. Scooter uśmiechnął się, po czym nie zwracając już uwagi na otaczający go świat zawędrował do budynku, w którym mieli się spotkać. Przed głównym wejściem stała grupka dziewczyn, dlatego odwrócił się i poszedł na około do drzwi ewakuacyjnych. Nie miał zamiaru przepychać się przez tłum. Poza tym, parę chwil później ucieszył się z takiego obrotu sprawy. Wychylił się zza narożnika i obserwował wychodzącą z samochodu parę. Oczywiście, byli to Violetta i Nathan. Uśmiechali się do siebie, a szatyn w pewnym momencie złapał ją za rękę. Wtedy Scooter miał ochotę ukręcić mu głowę. Nie chodziło o to, że dotykał jego ukochaną siostrzenicę, tylko o to, że gdyby paparazzi wiedzieliby o dzisiejszym spotkaniu, to na pewno przyłapaliby ich na tym małym geście. 
Gdy młodzi zniknęli za drzwiami, strzepał pyłki z marynarki i pewnym krokiem ruszył za nimi. Szedł jednak parę metrów w tył, by go nie spostrzegli. Jednak nawet gdyby deptał im po piętach nie zauważyliby, bo byli zbyt zajęci sobą. Braun jeszcze skręcił do swojego biura po potrzebne dokumenty.
-Myślisz, że po co nas tu wszystkich ściągnął?- spytała cicho Violetta. 
2/5 The Wanted było zdziwione tym, że blondynka usiadła obok szatyna. Jeszcze bardziej zdziwił ich fakt, że pod stołem trzymali się za ręce. Max postanowił przemilczeć to i zajął się kompletnie czymś innym, ale Tom nie był taki ustępliwy. Strasznie go to ciekawiło. 
-Podobno ma dla nas wszystkich niespodziankę.- powiedział najstarszy z nich, nie odrywając wzroku od pary.- Jak to jest, że siedzicie obok siebie żywi? 
Braun zarumieniła się i pośpiesznie wyrwała swoją dłoń szatynowi. Ten tylko zaśmiał się i ignorując wszelkie protesty, z powrotem splótł ze sobą ich palce. 
-Jak nie powiesz Scooter'owi, to ci powiem.- powiedział prawie szeptem. Parker skinął głową, dając znak że słucha.- Jesteśmy parą. 
Szczęka opadła mu prawie do blatu. Nie wierzył w to co właśnie usłyszał. Nie dość, że zarezerwował ich menadżerkę dla Max'a, a to znowu Nathan wygrał w pościg o dziewczynę, to jeszcze dwójka ludzi, których w ogóle by o to nie posądzał, kochała się.
-To...ten...no.- jąkał się.- Szczęścia.- wystękał w końcu. 
Violetta uśmiechnęła się i odgarnęła grzywkę na bok. W tym samym momencie do środka wszedł rozpromieniony Scooter. Całą siłą woli próbował powstrzymać się od spojrzenia na siedzących obok siebie Violetty i Nathana. Przeszedł przez całą szerokość sali, odsunął rolety na oknach, zaciągnął głęboko powietrza i okręcił się w stronę swoich podopiecznych i siostrzenicy. 
-Mam dla ciebie dobrą wiadomość, Nathan.- powiedział, krzyżując ręce na piersi. Sykes od razu uśmiechnął się i mimowolnie położył dłoń na kolanie blondynki, którą ta szybko strzepnęła. Nie umknęło to jednak uwadze Braun'owi.- Ty i Lynsey to oficjalnie przeszłość. 
Uśmiech na jego ustach był ogromny. Cieszył się, że w końcu mógł pozbyć się wyrzutów sumienia, jakby kochał na "dwa fronty". Zwrócił się w kierunku swojej ukochanej, ale ta siedziała do niego niemalże plecami. Musiała się powstrzymać od tego, żeby go nie pocałować, czego w tym momencie pragnęła najbardziej. 
-Ale powiedz mi jedno.- kontynuował, a serca zakochanych zaczęły szybciej bić.- Kim jest ta twoja prawdziwa wybranka?
-Co?- spytał zszokowany, ledwo wydając z siebie głos.- Ja nie...Nikogo nie mam, Scooter. 
-Daj spokój.- przekręcił oczami.- Mi możesz powiedzieć. Powiemy to mediom, tak jak zrobił Jay i będziesz mógł być legalnie szczęśliwy ze swoją wybranką. 
-Zależy o którą ci chodzi.- wtrąciła złośliwie Violetta.- Bo gdybym to była ja, to byś mu nie pozwolił. 
Ostrożnie zlustrował zmieniający się wyraz twarzy dwójki zakochanych. U Nathana malował się czysty smutek, za to u Braun obojętność. Teraz zaczął wątpić, czy to oni tworzyli parę. 
-Oczywiście, że bym nie pozwolił.- odpowiedział, a szatyn spuścił wzrok, oblizując wargi.- Jesteś moją siostrzenicą, nie pozwolę ci być z którymkolwiek z nich.- wskazał palcem na całą piątkę.- Bo wiem, że cię zranią. 
-W miłości zawsze są wzloty i upadki.- wtrącił się Jay, który miał tego wszystkiego dosyć. Nie chciał patrzeć na krzywdę swoich przyjaciół.-Polega ona na uczuciu, zaufaniu i umiejętności wybaczania. W każdym związku.- mocno podkreślił ostatnie zdanie. 
-I nawet jeśli byliby parą, a nie sądzę że są- zaczął ostrożnie Siva- to takim gadaniem, taką sytuacją tylko zmuszasz ich do robienia wbrew tobie. A chyba nie chcesz, żeby twoja ukochana siostrzenica okłamywała cię i grała ci na nosie? Nie lepiej pozwolić im być z tą osobą, z którą chcą?
Brunet z uwagą przysłuchał się wywodowi Jay'a i Kanesweran'a, a następnie przeniósł swój wzrok na zainteresowanych. Nathan właśnie szeptał jej coś do ucha, a ona nerwowo bawiła się rękawem.
-Chcecie ze sobą być?- spytał. 
-I tak byś nam nie pozwolił.- warknęła, wstając z miejsca. Nie mogła wysiedzieć na krześle, dlatego zaczęła błądzić po sali.
Scooter wzruszył ramionami, uznając temat za zamknięty. Był gotowy pozwolić im być ze sobą, ale skoro oni sami nie chcieli, to on też odpuścił. Nie mógł przecież zmusić ich do miłości. 
-A teraz mam niespodziankę dla was wszystkich.- uśmiechnął się w kierunku chłopców, którzy wyprostowali się.-Pamiętacie jak chcieliście mieć własne reality show? Program E! zaproponował to wam.- uśmiech na jego twarzy powiększał się z każdą chwilą, tak samo jak u Tom'a, Sivy oraz Max'a. Jay pozostawał obojętny, a na twarzy Nathana malowało się przerażenie.- Przez trzy miesiące całe wasze życie zostanie pokazane od kuchni. Pokażą co robicie po koncertach, w dniach wolnych i to, z kim się umawiacie.- Violetta przegryzła wargę, a jej oczy zaszkliły się, podobnie jak oczy jej ukochanego. Obydwoje nie chcieli teraz mówić reszcie świata o tym, że ze sobą byli, ponieważ bali się Scooter'a, który i tak nie pozwoliłby im ze sobą być, bez względu na to, co mówił.- To oznacza zero prywatności. Zaczynacie za dwa tygodnie. 
___________________________
ba dum tss.
pochwalę się Wam, że wypadłam najlepiej z całej klasy w teście badających nasze osiągniecie w tej klasie z historii i wos'u. *.* czy to sen? *.*
no ale, schodzę już na ziemię. :D 
poważnie, nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział; w sobotę mam masę gości ze względu na urodziny, w poniedziałek, czy tam w środę jest wywiadówka [oj boję się, że jestem z czegoś zagrożona], a na dodatek szykuję się do bierzmowania. wiecie, jestem chora na myśl, że do codziennie do końca maja muszę chodzić na majowe. ;o 
po 8 czerwca na pewno wrócę do regularnego dodawania rozdziałów!
znaczy, na pewno to za dużo napisane. najpierw muszę jakiś rozdział w końcu napisać. xd 
no to chyba wszystko
DO NASTĘPNEGO! <3

niedziela, 12 maja 2013

24- Oświadczyny i tak zawsze są niezapomniane.


-Jak bardzo mnie kochasz?- spytała po chwili ciszy. 
-Bardzo.- opowiedział bez wahania, wpatrując się w niebieskie tęczówki Braun.-Nigdy do nikogo nie czułem czegoś takiego jak do ciebie. Ja po prostu czuję, że to miłość na całe życie. 
Blondynka uśmiechnęła się, a następnie wychyliła i musnęła wargi swojego chłopaka. Przerwał im jednak dźwięk budzika, który oznajmił, iż dane pięć minut minęło. Oderwała się od Nathana i z nadzieją spojrzała na niego.
-Ja mam sprawdzić?- zapytał, a ona skinęła.- Dobra.- westchnął, podnosząc się. Podszedł do umywalki, na którym leżały obydwa testy i uważnie przyjrzał im się. Violetta nieświadomie drapała się po wewnętrznej stronie dłoni, nie spuszczając wzroku z Sykes'a. Po krótkim czasie z powrotem usiadł obok niej, a jego twarz nie wyrażała kompletnie niczego.- Obiecasz mi coś?- spytał cicho. 
-Co? 
-Że dziewczynkę nazwiemy Jessica, a chłopczyka Jay.
___________________________________________________

-A chrzestnymi będą Jess i Jay.- kontynuował, wymachując testami w różne strony.- No chyba że wolisz Florence. W sumie to mogłoby być nawet lepiej, bo Jay i Flo to para, nie?
Violetta przestała nawet słuchać swojego chłopaka, a wzrok wbiła w ciągle poruszające się testy ciążowe. Wystawiła rękę, chcąc przechwycić chociaż jeden, ale Nathan ponownie odsunął je.
-Ale chrzestną naszego drugiego dziecka na sto procent będzie moja siostra!- wykrzyknął, a blondynka spojrzała na niego. Jej twarz nie wyrażała absolutnie żadnych emocji, co go trochę zmartwiło.- Chyba że pierwsze będą bliźniaki.- uśmiechnął się.- Wtedy byłoby zajebiście!
Wkurzona podniosła się i wyrwała przedmiot z rąk szatyna. Drżącymi rękoma obracała je w dłoni. Chociaż nie wierzyła Nathanowi, to i tak bała się sama sprawdzić. Nie chciała być matką, nie teraz.
Zaczerpnęła głęboko powietrza do płuc i zaczęła analizować wynik. Kiedy już zorientowała się o co chodziło, rzuciła nimi w roześmianego Sykes'a.
-Debilu, naprawdę się przestraszyłam!
Po bladych policzkach Violetty zaczęły płynąć łzy. Szatyn natychmiastowo spoważniał i mocno przytulił swoją ukochaną do siebie. Nie wiedział, że zdenerwuje ją aż tak mocno. Z drugiej strony, zasmuciła go reakcja blondynki na wieść, iż zostaną rodzicami. On naprawdę chciał, by to właśnie ona została matką jego dzieci. Chociaż był jeszcze młody, to właśnie z Violettą zamierzał spędzić resztę życia
-Przepraszam.- musnął wargami jej policzek.- Gdybyś była w ciąży to urodziłabyś?- spytał cicho.
Blondynka poderwała głowę i spojrzała zdziwiona na Nathana.
-Oczywiście, że tak.- odpowiedziała bez wahania.- Z pewnością pokochałabym to dziecko, ale zrozum, że teraz na coś takiego jest za wcześnie. To nawet nie jest odpowiedni moment. Wyobrażasz sobie mieć dziecko ze swoją menadżerką?
-Tak.- powiedział pośpiesznie.- I zrealizuję to w przyszłości.- uniósł palcem podbródek dziewczyny, uśmiechając się delikatnie.-Mówiłem, że chcę mieć z tobą gromadkę dzieci.
-Za cztery lata możemy się postarać o pierwsze.- odwzajemniła uśmiech, uniosła się na palcach, a następnie pocałowała szatyna.

Tom razem ze swoją dziewczyną wybrał się do najlepszej kwiaciarni w mieście. Było to ogromne pomieszczenie, ozdobione różnymi, przepięknymi roślinami. Panowała dosyć duszna atmosfera, mimo to było dość przyjemnie. Ucieszona Kelsey podchodziła do kolejnych kwiatów, oglądała je i wąchała, za to szatyn stał przy wejściu i uważnie obserwował blondynkę. Widział jak bardzo zaangażowała się w te zaręczyny, co trochę go zdołowało. Myślał, że teraz Hardwick będzie spodziewała się oświadczyn od niego. Owszem, kochał ją nad życie, jednak był zdania, że na ślub było nadal za wcześnie. Znał przykre doświadczenia z życia jego przyjaciół.
Jeden z nich oświadczył się swojej ukochanej kobiecie w wieku dziewiętnastu lat. Wszyscy mówili im, że to za wcześnie, że są jeszcze młodzi i powinni się wyszaleć, ale oni zaprzeczali i twierdzili, że kochają siebie najbardziej na świecie. Było tak do czasu ich pierwszego dziecka, które pojawiło się równie szybko, bo zaledwie dwa lata później. Bobas delikatnie poróżnił ich. Każdy miał swój sposób na jego wychowanie, co niekoniecznie podobało się tej drugiej połówce. W końcu zaczęli siebie nawzajem zdradzać, szukając przygód, bo życie w małżeństwie zaczęło ich nudzić. Czym to się skończyło? Oczywiście w sądzie. A najbardziej ucierpiało na tym pięcioletnie dziecko.
-Kochanie, podobają ci się te róże?- z zamyśleń wyrwał go głos Kelsey.
Uśmiechnął się do dziewczyny, po czym podszedł do niej. Położył dłonie na talii i musnął wargami policzek blondynki.
-Czerwone? To już taki bardziej klasyk...- powiedział niepewnie.
Hardwick westchnęła, wyciągając jeden kwiatek z wazonu.
-Ale są romantyczne.- wepchnęła mu go w rękę. Zdezorientowany Tom zaczął obracać różą, nie wiedząc co z nią zrobić.- Czasami przydałaby się i tobie szczypta romantyzmu.- uniosła brew do góry, a następnie ruszyła w stronę sprzedawczyni.
Parker wbił wzrok w roślinę i przyglądał się jej czerwonym płatkom. Nie do końca rozumiał, a co chodziło Kelsey. Według siebie, bywał romantyczny. Poza tym nie sądził, by Kelsey była fanką wyszukanych, romantycznych rzeczy. Była młoda, lubiła zabawy. Tą myślą nadal kierował się szatyn.
Przed nim przemknęły dwie dziewczyny. Jedną z nich była blondynką, a drugą wysoka sprzedawczyni. Zauważył, że kobieta była zupełnym przeciwieństwem jego ukochanej, przynajmniej co do kwestii wyglądu.
-Co zamówiłaś?- spytał, podchodząc do Hardwick.
Dziewczyna wyglądała, jakby chciała go zbyć. Odwróciła się w stronę chłopaka, dopiero kiedy wyjęła kartę i zapłaciła za kwiaty.
-Róże i tulipany.- odpowiedziała beznamiętnym tonem.- Nareesha lubi klasykę, więc niech Seev oświadczy się w stylu klasycznym. Logiczne, prawda?- podziękowała kobiecie, uśmiechnęła się do niej i wyszła, zostawiając szatyna w tyle.-Poza tym, nie każda oczekuje, żeby było to zrobione z popytem.- kontynuowała, gdy Tom znalazł się obok niej.- Oświadczyny i tak zawsze są niezapomniane.- wzruszyła ramionami.
Chłopakowi serce podeszło do gardła. Wydawało mu się, że miał rację i Kelsey oczekiwała oświadczyn. Złapał ją za rękę i obdarzył ciepłym uśmiechem, który ku jego zadowoleniu dziewczyna odwzajemniła.

-Wszystko jest gotowe?- spytał Siva, gdy usłyszał trzaśnięcie drzwiami.
Wiedział, że to nie była Nareesha, ponieważ umówiła się z przyjaciółką na zakupy i wyszła zaledwie dwadzieścia minut temu.
-Moje mieszkanie jest gotowe.- zasalutował szatyn.
Usiadł przy stole, na przeciwko bruneta i przyglądał się jego niespokojnym ruchom. Chłopak, żeby zająć czymś myśli zaczął rysować.
-Co byś zrobił, gdyby Nareesha była w ciąży?- zapytał ostrożnie.
Kaneswaran niekontrolowanie drgnął ręką, wyjeżdżając tym samym poza kontur. Przeklął pod nosem, chwycił gumkę do mazania i ostrożnie zmazywał ślad.
-Nie wiem, prawdopodobnie bym zemdlał.- odpowiedział, zdmuchując niechciane resztki.
-Ale cieszył byś się?- brnął dalej.
Siva uniósł głowę i spojrzał zdziwiony na swojego przyjaciela. Odłożył wszystko na bok, oparł się łokciami o blat stołu i uważnie przyglądał się chłopakowi. Ten tylko wzruszył ramionami i bawił się skrawkiem czystej kartki.
-Pewnie, że bym się cieszył.- powiedział uśmiechnięty.-A ty zostaniesz tatusiem, Sykes?
-Co?- poderwał głowę przestraszony.-Skąd wiedziałeś o ciąży Violetty?
-To ona jest w ciąży?- odpowiedział zszokowany pytaniem na pytanie.
-Nie.- zająknął się.- Myśleliśmy, że była, ale jednak nie jest.- wypuścił głośno powietrze i kolejny raz spuścił wzrok. Nie chciał pokazać, że tak naprawdę zależało mu na dziecku.
-To chyba dobrze, nie?- usiadł obok szatyna i klepnął go w ramię.- Bo dla was to troszkę za wcześnie.
Nathan wzruszył ramionami, wciąż nie patrząc na przyjaciela.
-Ale dziecko to byłaby wspaniała wymówka, żeby już oficjalnie zerwać z Lynsey i być z Violettą.
Najmłodszy podniósł się i poszedł do kuchni, gdzie nalał sobie wody do szklanki. Teraz jego myśli skupiły się na jednym: na oświadczynach Sivy. Jeździł palcem po blacie i zastanawiał się jak zająć czymś dziewczynę, by nie zorientowała się, że coś nie grało. Jednocześnie wiedział, że nie mogli dojść do celu, bo on musiał się wrócić. Właściwie to Nareesha miała się wrócić, by zastać Sivę.
-Zadzwoń do Nareeshy.- powiedział niemalże beznamiętnym tonem.- I powiedz, że muszę z nią porozmawiać, bo mam problemy.
Uśmiechnięty Kaneswaran uniósł kciuk do góry i wykonał polecenie przyjaciela, a Nathan wrócił na górę do swojego mieszkania.
Od czasu, kiedy był z Violettą, jego mieszkanie bez niej wydawało się strasznie puste. Usiadł na kanapie i sączył uprzednio przygotowanego drinka.

________________________________________________
Tsa, takie krótsze będą coraz częściej, przepraszam. c:
Ale jako zadośćuczynienie kolejny dodam we wtorek, pasuje? 


No i taka inna sprawa dla tych co mają Twittera i mnie tam obserwują;
zmieniłam nazwę z JelliesOfficial na luvmyben więc jeśli ktoś powiadamia mnie o nowych rozdział, proszę, pamiętajcie o nowej nazwie. c;

czwartek, 9 maja 2013

23- Ja po prostu czuję, że to miłość na całe życie.


Wszyscy członkowie The Wanted razem z Kelsey, Florence i Violettą zebrali się w salonie. Siva podobno miał im coś strasznie ważnego do przekazania. Krążył w kółko przed kanapą, na której siedzieli jego przyjaciele i nie zwracał uwagi na ich prośby, by zaczął mówić. 
Dziewczyna Tom'a dźgnęła Violettę w bok i szeptem spytała, czy wie o co chodzi. Braun jedynie pokręciła głową, spoglądając z nadzieją na swojego chłopaka. Oczywiście siedzieli nieco dalej od siebie. Ona na kanapie, a on na przeciwko niej w fotelu. 
-Dobra.- Mulat głęboko westchnął.- Mam wam do powiedzenia coś ważnego i proszę się nie śmiać.- uważnie zlustrował wzrokiem Parker'a oraz Jay'a, po czym zaczerpnął powietrze do płuc.- Planuję oświadczyć się mojej dziewczynie.- powiedział na jednym wydechu. 
Oczy wszystkich zebranych rozszerzyły się do rozmiaru pięciozłotówek, ale zaraz po tym przyjaciele zaczęli mu gratulować. Oczywiście chłopacy z początku zaczęli się śmiać, jednak Florence szybko przywołała ich do porządku. 
-Tylko nie wiem w jaki sposób to zrobić.- skrzywił się. 
-Pierścionek masz?- spytała podekscytowana Kelsey. 
Brunet skinął głową nawet nie spoglądając na blondynkę. Tom za to zaczął uważnie lustrować wyraz twarzy swojej dziewczyny. Zastanawiał się, czy on czasem też nie powinien oświadczyć jej się. Myślał, że mieli jeszcze czas. Jego spojrzenie zawędrowało dalej, do Violetty, która skrzywiła się, a następnie lekko pochyliła do przodu. Wyraźnie źle się czuła, co Nathan oczywiście zauważył. Pragnął podejść do niej i zapytać o co chodziło, ale wiedział, że ze strony chłopaków zaczęłyby padać głupie komentarze. 
-Co, myślisz że to zły pomysł?- zapytał Kaneswaran, patrząc na przyjaciółkę. 
Braun energicznie uniosła się i wymusiła uśmiech. 
-Nie, nie.- zaprzeczyła szybko.- To wspaniały pomysł.- wstała z miejsca, po czym mocno uściskała Sivę.-Każda dziewczyna marzy o oświadczynach, jeżeli jest z chłopakiem już długo.
Sykes spuścił wzrok i próbował skupić się na czymś innym. Nie chciał teraz myśleć o Violettcie, chociaż ciągle przed oczami miał sceny z upojnego wieczoru, kiedy to złamali jedną z zasad Scooter'a i to na dodatek w jego domu. 
-Zaraz wrócę.- jeszcze raz uśmiechnęła się i poszła w kierunku łazienki. 
Kiedy tylko zamknęła drzwi na zamek, zsunęła się po zimnej ścianie wyłożonej kafelkami na dół. Schowała twarz pomiędzy kolanami i próbowała nie zwymiotować. Czuła się dzisiaj wyjątkowo źle. Przegryzła wargę, spoglądając na swoje odbicie w ogromnym lustrze. Niepewnie wstała, podeszła do umywalki i delikatnie opłukała twarz zimną wodą. 
-Pójdę zobaczyć, czy wszystko dobrze.- Nathan nie wytrzymał i poszedł za swoją dziewczyną, ignorując komentarze innych. 
Zapukał i miał nadzieję, że dziewczyna otworzy mu. Musiał jednak długo ją do tego przekonywać. Dopiero po paru dłużących się minutach, otworzyła mu. 
-Co się stało?- spytał, obejmując jej twarz dłońmi. 
-Niedobrze mi.- odpowiedziała cicho. Wyrwała się z jego objęć i jeszcze raz podeszła do lustra.
Szatyn uważnie zlustrował wzrokiem Violettę. W jego głowie zrodził się jeden pomysł, który wywołał uśmiech na jego twarzy. 
-Kiedy powinnaś mieć okres?
Violetta poderwała głowę przerażona i spojrzała w odbicie swoich niebieskich oczu. Zaczęła szybciej oddychać, a nawet wbijała sobie paznokcie w rękę. Trzy razy obliczała i przypominała sobie datę ostatniej miesiączki, wciąż nie mogąc w to wszystko uwierzyć. 
-Pięć dni temu.- głos lekko zadrżał jej. 
Sykes oparł dłonie o biodra blondynki i musnął wargami jej szyję, na skutek czego odchyliła głowę do tyłu. Zadowolony jechał wzdłuż szyi, aż dotarł do podbródka. Okręcił ją przodem do siebie, po czym złączył ich wargi w namiętnym pocałunku. 
Cieszył się go fakt, iż istniało prawdopodobieństwo tego, że Violetta była w ciąży. Niestety, dziewczyna miała odmienne zdanie na ten temat. Twierdziła, że była za młoda na dziecko, po za tym oficjalnie nie była związana z Nathanem. 
-Ja nie mogę.- odsunęła się od niego, odgarniając wszystkie kosmyki swoich włosów na bok.-Nathan, ja nie mogę być w ciąży. 
-Co cię powstrzymuję?
Spojrzała na niego, jakby urwał się z choinki. Otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, ale z jej gardła wydobył się jęk. Chłopak przejechał opuszkami palców po policzku i ponownie zbliżył się. 
-No widzisz? Nic.
Chciał pocałować ją, ale Braun odwróciła głowę. Chwyciła dłoń szatyna, która błądziła po jej ciele i splotła ze sobą ich palce. 
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Oficjalnie wciąż jesteś z Lynsey, nienawidzisz mnie i nie miałeś najmniejszego prawa, ani powodu żeby uprawiać ze mną seks. No a dzieci chyba robi się poprzez uprawianie seksu, prawda?- oparła się jedną ręką o biodro i uniosła brew ku górze.-Jeżeli wyjdzie, że jestem w ciąży i nie przyznamy się, że to ty jesteś ojcem, to co powiemy chłopakom i Scooter'owi? Co powiemy twoim fanom? 
-Przyznam się.- powiedział szybko.-Kocham cię i dziecko też. 
-Po pierwsze, nie wiemy, czy jestem w ciąży. Po drugie, nie możesz się przyznać. Wiesz co Scooter jest w stanie zrobić? Nie dość, że znienawidzi mnie to jeszcze ciebie. A to z tobą ma pracować, tak? 
Sykes miał dosyć gadania swojej dziewczyny, dlatego nachalnie zaczął pocałunek. Zdezorientowana na początku chciała go odepchnąć, ale poddała się namiętności i wplątała rękę w włosy chłopaka, tak jak zawsze to robiła. Szatyn przycisnął ją do ściany, co Violettę zaczęło jeszcze bardziej podniecać. 
-Nie obchodzi mnie to, co on powie. Dziecko jest ważniejsze.
Nareesha siedziała w kawiarni i niespokojnie obracała kubek gorącej kawy w papierowym kubeczku, na którym napisane był jej imię. Odruchowo machała nogą, próbując skupić myśli. Przed sobą położone było zdjęcie z USG. 
Była w ciąży.
Nie wiedziała, czy powinna była się cieszyć, czy nie. W pewnym sensie pragnęła tego dziecka, ale z drugiej strony, nie była pewna tego, czy Siva poważnie myślał o ich związku. Byli ze sobą pięć lat, a on nadal nie zaproponował małżeństwa. Nie wspomniał o tym ani słowem, a ona była coraz starsza. Potrzebowała tej pewności, tego ustatkowania się. 
Wyjęła telefon z kieszeni i wybrała numer do swojego ukochanego. Mijał jeden sygnał, trzy, sześć, a on nie odbierał. Usłyszała tylko jego melodyjny głos, który głosił, iż był teraz na tyle zajęty, że nie mógł odebrać. Ostrożnie odłożyła komórkę, zagryzając wargę. Zastanawiała się, co takiego było ważniejszego. Nie przypominała sobie, żeby dzisiaj miał sesję, bądź cokolwiek innego. Schowała wszystkie wyjęte rzeczy z powrotem do torby, narzuciła na siebie kurtkę i pewnym krokiem wyszła z budynku. Kierowała się do ich wspólnego mieszkania, ale jej serce biło mocniej z każdą rosnącą sekundą. Bała się tego, że Kaneswaran nie był jeszcze gotowy na następny krok w ich związku, ale ona nie mogła nic na to poradzić. Zaszła w ciążę, zdarza się. I tak pokochała to dziecko od pierwszej chwili, w której to dowiedziała się, że za osiem miesięcy zostanie mamą. Tak naprawdę to było jej marzenie. Już jako dziecko zaczęła opowiadać wszystkim naokoło, że będzie miała wspaniałą gromadkę dzieci. 
Wygrzebała klucze do domu i otworzyła drzwi wejściowe. Niepewnie wchodziła na górę, zastanawiając się nad tym, co mu powie. Nie mogła trzymać tego w tajemnicy jeszcze przez parę miesięcy, przecież ze sobą mieszkali. Na klatce minęła parę. Była to zapłakana Violetta i zdenerwowany Sykes. Zatrzymała się na schodach i głośno zawołała ich. 
-Co się stało?- spytała cicho. 
-Nic.- blondynka otarła łzy wierzchem dłoni, próbując uśmiechnąć się.- Naprawdę. 
-Daj spokój, przecież widzę.- podeszła do niej, po czym mocno przytuliła ją. 
Nathan stanął z boku, wsadził ręce do kieszeni i uśmiechnął się pod nosem. Miał wrażenie, że jako jedyny z ich dwójki, cieszył się z powodu dziecka. 
-Możesz mi powiedzieć.- powiedziała szeptem, tak by tylko ona usłyszała.-Znowu powiedział coś niemiłego? 
-Nie, pogodziliśmy się.- odsunęła się od brunetki i spojrzała na szatyna. Na jej ustach tym razem wykwitł szczery uśmiech.-Po prostu stało się coś, na co nie byłam przygotowana.- wzruszyła ramionami.- Prawdopodobnie.- dodała ciszej. 
Sykes odchrząknął, bojąc się tego, iż Braun zaraz wygada się brunetce. Nie żeby jej nie ufał, ale chciał, żeby na razie jak najmniej osób wiedziało o- jeszcze niepotwierdzonej- ciąży Violetty. To by potwierdzało fakt, że wszyscy od początku mieli rację. Na domiar złego skomplikowałoby to im tylko życie. 
-Ciąża?- zapytała, patrząc gdzieś ponad ramię dziewczyny, a oczy blondynki rozszerzyły się ze zdziwienia.- Też nie byłam na to przygotowana. Ale cóż, stało się.- uśmiechnęła się lekko i dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała.- Znaczy ja nie...- zająknęła się, próbując to wszystko odkręcić.- Ja nie jestem w ciąży.- odchrząknęła. 
-Siva się ucieszy.- do ich rozmowy wtrącił się szatyn.-A my musimy już iść.- mrugnął w kierunku Mulatki, złapał Violettę za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. 
Nareesha wzięła jeszcze jeden głęboki wdech, próbując nie przejmować się tym, co spotkało ją przed chwilą. Wbiegła na dane piętro i chwyciła za klamkę. 
Kiedy tylko wszyscy usłyszeli dźwięk otwierających się drzwi, schowali wszystkie kartki, na których wypisany był plan na oświadczyny i speszeni usiedli na swoich miejscach, uśmiechając się sztucznie w kierunku nowo przybyłej. 
-Coś mnie ominęło?
-Nie, nic.- Kaneswaran podszedł do swojej przyszłej narzeczonej i musnął jej usta.- Cieszę się, że już wróciłaś.
-Poproszę dwa testy ciążowe. Najlepiej te najlepsze.- powiedział Sykes, rzucając dwadzieścia funtów na ladę. 
Starsza pani przytaknęła i zaczęła grzebać po szafkach, za to przestraszona Violetta pociągnęła chłopaka za rękaw w dół, chcąc by się schylił. 
-Czemu aż dwa?- spytała, kiedy jej usta znalazły się blisko jego ucha. 
-Chcę mieć pewność, że zostanę ojcem.- uśmiechnął się, a jeszcze bardziej przerażona dziewczyna walnęła go w bok. 
Rozejrzała się dookoła, jednak nikogo oprócz nich nie było w aptece. Cieszyła się, ponieważ nikt nie widział co kupowali i nikt nie słyszał, według niej, głupich tekstów szatyna. Chłopak poprosił o nieprześwitującą reklamówkę, podziękował, skinął głową w kierunku drzwi i wyszedł z pomieszczenia, stojąc na przodzie. 
-Dlaczego aż tak ci na tym zależy? 
Nathan spojrzał z uśmiechem na swoją ukochaną, a następnie zsunął okulary przeciwsłoneczne na nos, mimo że był październik, i wypatrywał paparazzich. Miał nadzieję, że nikt ich nie śledził, ani nic. Trudno byłoby mu wytłumaczyć Scooter'owi i innym co robił w aptece z ich menadżerką. 
-Bo wtedy miałbym lepszy pretekst, żeby wyjawić całą prawdę.- wzruszył ramionami.- Poza tym uwielbiam dzieci.- kolejny raz obdarzył Violettę ciepłym uśmiechem, a ona zarumieniła się. 
Powoli zaczęła przekonywać się do ciąży. Nie byłaby załamana, gdyby ciąża okazała się prawdą, ale również nie rozpaczałaby z tego powodu, że te wszystkie objawy były tylko wymysłem jej własnej wyobraźni. Podświadomie i tak modliła się, by teraz nie została matką. 
Parę chwil później znaleźli się w mieszkaniu szatyna. Pośpiesznie wbiegli po schodach na górę, a Sykes ostrożnie otworzył drzwi. Nadal miał fobię na punkcie fotografów. Bał się, że nawet tutaj, na klatce schodowej, gdzieś za rogiem czaił się mężczyzna polujący na jego zdjęcie z Violettą. W środku pomógł Braun zdjąć kurtkę i zaprowadził ją do łazienki. Blondynka pocałowała go i zatrzasnęła się w łazience. Test chciała zrobić sama, w końcu to była jakby sprawa intymna. 
Usiadła na desce klozetowej i wpatrywała się w nieodpakowany jeszcze przedmiot. Bała się i to strasznie. W końcu wzięła głęboki oddech i rozerwała pudełko. Cała drżała, ale jakoś udało jej się. 
Gdy zrobiła wszystko co musiała, otworzyła drzwi i wpuściła szatyna do środka. 
-I jak?- spytał, delikatnie muskając wargami jej czoło. 
-Nie wiem, dowiemy się za pięć minut.- westchnęła, a następnie pociągnęła Nathana na dół. Usiedli na ziemi przy wannie i nie odzywali się do siebie. Jedynie Sykes trzymał drobną dłoń Violetty i kreślił na niej jakieś znaczki. Stresował się równie mocno, co ona. 
-Jak bardzo mnie kochasz?- spytała po chwili ciszy. 
-Bardzo.- opowiedział bez wahania, wpatrując się w niebieskie tęczówki Braun.-Nigdy do nikogo nie czułem czegoś takiego jak do ciebie. Ja po prostu czuję, że to miłość na całe życie. 
Blondynka uśmiechnęła się, a następnie wychyliła i musnęła wargi swojego chłopaka. Przerwał im jednak dźwięk budzika, który oznajmił, iż dane pięć minut minęło. Oderwała się od Nathana i z nadzieją spojrzała na niego.
-Ja mam sprawdzić?- zapytał, a ona skinęła.- Dobra.- westchnął, podnosząc się. Podszedł do umywalki, na którym leżały obydwa testy i uważnie przyjrzał im się. Violetta nieświadomie drapała się po wewnętrznej stronie dłoni, nie spuszczając wzroku z Sykes'a. Po krótkim czasie z powrotem usiadł obok niej, a jego twarz nie wyrażała kompletnie niczego.- Obiecasz mi coś?- spytał cicho. 
-Co? 
-Że dziewczynkę nazwiemy Jessica, a chłopczyka Jay. 
______________________________________
PRZYZWYCZAJCIE SIĘ, ŻE BĘDĄ KRÓTKIE I DO DUPY, BO POWIEDZMY, WENA MNIE OPUŚCIŁA.
DLATEGO MÓWIŁAM, ŻE ZASTANAWIAŁAM SIĘ NAD USUNIĘCIEM BLOGA. 
BO JAKI SENS JEST PISANIE WSZYSTKICH ROZDZIAŁÓW, ŻEBY PO PROSTU BYŁY?
NO ALE TO JUŻ WASZ WYBÓR. 
WIĘC; 
NIE WIEM KIEDY BĘDZIE NASTĘPNY. C:

niedziela, 5 maja 2013

22- Daję wam ostatnią szansę.


Scooter postanowił wyprawić imprezę z okazji nowo nagranego singla The Wanted. Do jego wilii zeszło się naprawdę wiele osób. Każdy mógł przyjść z osobą towarzyszącą. Oczywiście, Siva, Tom i Jay przyszli ze swoimi dziewczynami, Nathan z Lynsey, Max stwierdził, że tego wieczoru nie da się uzależnić od żadnej osoby płci przeciwnej, dlatego zawitał sam, a Violetta wzięła ze sobą Leona, który co chwilę sprawdzał swoją siostrę.
Sykes był zazdrosny, mimo iż wiedział, że Blanco był tylko jej przyjacielem. Zazdrościł mu też tego, że mógł publicznie przytulić się do jego dziewczyny, a on musiał stać z boku i oglądać to wszystko, jakby mu to zwisało. Tak naprawdę za każdym razem, kiedy tylko Leon dotknął Violettę, Nathan miał ochotę podejść do nich i odseparować chłopaka na dobre kilkaset metrów.
-Nie martw się, Nath.- Lynsey oparła się o jego ramię i zaczęła szeptać mu coś na ucho, zwracając na nich uwagę reporterów.- Zostaje jeszcze twoje mieszkanie, albo jej i wszystko nadrobicie.- uśmiechnęła się.
-Ja wiem, ale denerwuje mnie to, że nie mogę chociażby jej przytulić, bo już polecą głupie komentarze.- skrzywił się.
Brunetka głęboko westchnęła, a następnie przytuliła swojego partnera. Dobrze wiedziała, jak źle szatyn musiał się z tym czuć, bo ona przeżywała to samo. Obydwoje znaleźli swoje drugie połówki i obydwoje nie mogli z nimi być przez czas bliżej nieokreślony.
Violetta stała razem z pozostałymi dziewczynami The Wanted przy stole, na którym postawiony był alkohol i usilnie próbowała ignorować wzrok Florence. Nie powiedziała jeszcze dziewczynie o tym, że była w związku z Nathanem, a blondynka sama już zaczęła się wszystkiego domyślać, o ile Jay sam jej nie powiedział.
-Powiesz mi o co ostatnio pokłóciłaś się z Nathanem?- zapytała cicho brunetka, a oczy Flo rozszerzyły się ze zdziwienia.
-Nie pokłóciłam się z nim.- wzruszyła ramionami, chwytając kieliszek szampana.-Płakałam, bo tęsknie za mamą.- na samo wspomnienie śmierci matki, łzy ponownie zaczęły wzbierać w jej oczach.
Kelsey skrzyżowała ręce na piersi i podobnie jak Blanco wcześniej, wbiła w nią swój morderczy wzrok.
-Wiemy, że to przeżywasz, ale równie dobrze wiemy, że ty i Nathan nie możecie przebywać blisko siebie, bo zawsze wybucha kłótnia.- stwierdziła.
Violetta uniosła brew ku górze i w tym momencie chciała wyjawić im prawdę. Chciała powiedzieć, że te wszystkie kłótnie były udawane i że oni tak naprawdę kochali się. Jednak nie mogła i to był kolejny powód do płaczu.
-To patrz.- powiedziała śmiało, idąc tyłem w stronę parkietu, na którym wariowały pary.- Jesteśmy razem w tym samym miejscu, oddychamy tym samym tlenem i...- wpadła na kogoś.
Odwróciła się przestraszona, a jeden z już pijanych gości, wpadł na nią popychając tym samym do przodu. Braun wylądowała prosto na Nathanie, wylewając tym samym na niego resztę napoju wysokoprocentowego. Szatyn położył ręce na ramionach dziewczyny i nie spuszczając wzroku z żółtej plamy na swojej białej koszuli, odepchnął ją do tyłu.
-Przepraszam.- wydusiła cicho.
Nathan uniósł wzrok i spojrzał prosto w niebieskie tęczówki Violetty. Dziewczyna wyglądała na przestraszoną, ale on nie miał jej tego za złe. Niestety, reszta imprezowiczów musiała myśleć inaczej. Kiedy blondynka nieznacznie kiwnęła głową, zaczęli swoją kłótnię.
-Mogłabyś uważać jak chodzisz!- krzyknął.-Który raz już na mnie wpadasz? Może kupić ci okulary?
Leon znalazł się natychmiastowo przy parze i odepchnął Sykes'a od swojej partnerki. Wtedy Sykes naprawdę się wkurzył. Ktoś odpychał go od jego dziewczyny.
-Nie dotykaj mnie.- warknął, pchając bruneta do tyłu.-Wracaj do swojej panienki i zajmij się nią tak, żeby więcej na mnie nie wpadała.
-Przepraszam bardzo, ale chyba widziałeś, jak szłam.- tym razem wkroczyła Violetta.- Więc mogłeś odsunąć się, a nie na chama iść dalej do przodu.
-Nie chodzi się tyłem, idiotko!
W tym momencie Braun zrobiło się przykro, tak samo jak chłopakowi. Bolały ich słowa, które on właśnie wypowiedział. Wcale nie chciał tego mówić, ale to był jego plan. Widział wkurzonego menadżera i miał nadzieję, że będzie próbował ich pogodzić. Wtedy już nikt nie podejrzewałby ich o nic, gdyby nagle przestali się kłócić.
-Może lubię.- warknęła.-I wiesz co? Cofam moje słowa. Wcale nie przepraszam.
-Ale będziesz mi prała koszulę! To była moja ulubiona!
Blondynka zaśmiała się kpiąco, chociaż tak naprawdę śmieszyło ją to, co szatyn właśnie powiedział.
-Dosyć tego!- wrzasnął wściekły Scooter, który znalazł się pomiędzy parą.-Macie przestać się kłócić. W tej chwili.- spojrzał na Nathana.
-W życiu.- zaśmiał się, krzyżując ręce na piersi.-To moje hobby.
Brunet złapał swoją siostrzenicę i podopiecznego za nadgarstki i zaczął prowadzić wzdłuż długiego holu. Zakochani co chwilę wymieniali ze sobą zdziwione spojrzenia, ale już nie odzywali się. Co za dużo to nie zdrowo, a Scooter stał już na granicy wytrzymałości. Po krótkim czasie znaleźli się przed jakimiś drzwiami. Mężczyzna otworzył je i wszedł razem z towarzyszami do środka.
-Macie pół godziny, żeby się pogodzić.- zlustrował ich uważnie, a na twarzy Violetty wykwitł delikatny uśmiech, który próbowała zatuszować.-Przyjdę tu i jeżeli zobaczę, bądź usłyszę kłótnię to krucho z wami.
-Co wtedy zrobisz?- spytał nagle zainteresowany Sykes.
-Odseparuje was.- przyjrzał mu się uważnie.-Właściwie chyba teraz powinienem to zrobić, ale daję wam ostatnią szansę.- okręcił się i już chwytał za klamkę, kiedy przypomniało mu się o czymś.-A, i jeszcze jedno.- odwrócił się do nich.- Macie pogodzić się w normalny sposób, a nie przez łóżko.- kiwnął głową na dany przedmiot.- Macie ze sobą nie wymieniać śliny, nie wymieniać wiadomych płynów i tak dalej. Najlepiej by było, gdybyście się nie dotykali.
-A uścisk na zgodę?- Nathan rozłożył ramiona, robiąc przy tym głupią minę.
-Jedynie taki pięciosekundowy.- po tych słowach wyszedł, trzaskając drzwiami.
Po tym szczęśliwy Sykes podszedł do swojej dziewczyny, ale ta odepchnęła go.
-Czekaj.- powiedziała cicho, a zrezygnowany usiadł na łóżku.
Sekundę później w drzwiach ponownie pojawił się wujek Braun.
-Nie widzę, żebyście się godzili.
-Daj spokój, przecież wiem, że chciałeś sprawdzić, czy się nie całujemy.- stwierdziła z wyrzutem.
Mężczyzna wzruszył tylko ramionami, bo bał się przyznać rację swojej siostrzenicy. Tak samo bał się zostawiać ich samych ze sobą, ale nie miał innego wyjścia. Mógł jedynie obiecać sobie, że jeżeli złamią jego zakazy to ukaże ich oboje.
-Dwadzieścia dziewięć minut.- powiedział, po czym zniknął.
Blondynka policzyła do pięciu, a kiedy brunet ponownie nie zjawił się w pokoju, podeszła do szatyna, usiadła na nim okrakiem i namiętnie pocałowała.

Jay chodził po całym pomieszczeniu i wzrokiem szukał jednej osoby. Wszyscy goście doszli do siebie, kiedy w przejściu pojawił się Scooter informując, że wszystko jest dobrze. Widział jednak jego zmieszaną minę ich menadżera. Wiedział, że mężczyzna bił się z myślami. Z jednej strony chciał dać spokój parze, a z drugiej martwił się, że w pokoju mogło dojść do czegoś więcej. Miał rację. Nathan i Violetta na pewno nie marnowali czasu na gadanie, a Jay, jako dobry przyjaciel, chciał ich ochronić przed wpadką.
-Jesteś mi potrzebny.- powiedział szczęśliwy, ciągnąc bruneta za ramię.- Przepraszam Nareesha, ale porywam ci go na chwilę.- mrugnął, a roześmiana brunetka zgodziła się.
Szatyn zaprowadził przyjaciela w sam róg salonu i zaczął mówić najciszej, jak tylko potrafił.
-Wiesz o Nathanie i Violettcie, prawda?- spytał, a chłopak skinął.- No więc domyślasz się, co teraz robią razem w pokoju.- z każdym kolejnym słowem wyraz twarzy Sivy zmieniał się. Teraz był prawie tak samo przestraszony jak przyjaciel.-Są młodzi, zakochani, hormony buzują, a nieznośny wujaszek może wejść do nich w każdej chwili.
-Chcesz, żebym ci pomógł w niedopuszczeniu Scooter'a do holu?- skrzyżował ręce na piersi.
Loczek skinął, zagryzając delikatnie wargę.
-Mogę poprosić jeszcze o to Flo, bo jest jej przyjaciółką i domyślam się, że również o tym wie, ale nie możemy przez najbliższe pół godziny dopuścić go do młodych.
-Myślisz, że zdążą w pół godziny?- zaśmiał się, klepiąc przyjaciela po ramieniu.- Ale spokojnie, idę go poszukać i jakoś zagadam.
W momencie kiedy Kaneswaran odszedł, do chłopaka podeszła przestraszona Florence.
-Oni się tam pozabijają!
Szatyn zaśmiał się, mocno przytulając swoją dziewczynę.
-Chyba z miłości.
Odsunęła się delikatnie od Jay'a, ale zaczęła wszystko rozumieć, gdy ujrzała jego uśmiech. Teraz cieszyła się, że jej domysły były prawdą.
-Są ze sobą?- spytała zszokowana.
McGuiness przytaknął i pocałował blondynkę. Widział, jak niektórzy przyglądali im się, domyślając się, iż rozmawiali o zamkniętej w pokoju parze.
-Ale skorą są parą, to znaczy że... - zaczęła niepewnie.
-Że musimy odwracać uwagę Scootera.- szepnął jej do ucha, nadal sprawiając wrażenie takiego, który cieszy się pieszczotami ze swoją dziewczyną.- Moja mądra.- ucałował ją w czubek głowy.
Florence zaśmiała się i razem ze swoim ukochanym ruszyła pomóc Sivie.

Nathan przycisnął swoje wilgotne wargi do ust Violetty, nie chcąc by z jej gardła wydobywały się głośne jęki. Dziewczyna wbijała paznokcie w plecy szatyna, powstrzymując się całą siłą woli od wykrzyczenia jego imienia. Sykes przyśpieszał swoje ruchy z każdą mijającą sekundą, bojąc się że ktoś mógł ich zaraz przyłapać, ale ten narastający dreszczyk emocji sprawiał, że było im naprawdę dobrze.
W pewnym momencie Violetta nie wytrzymała i głośno krzyknęła, przypadkowo przegryzając wargę swojego chłopaka. Ucieszony szatyn osunął się na bok i spojrzał zadowolony na swoją dziewczynę, która wciąż nie mogła do siebie dojść. Kiedy w miarę uspokoiła rytm bicia serca, z powrotem usiadła na chłopaku, czując między udami jego stojące przyrodzenie. Złączyła ich usta razem, a następnie zjeżdżała coraz niżej. Jedną ręką próbowała doprowadzić szatyna do końca, ale szybko znudziło jej się to i zamieniła dłonie na usta. Tym razem to z gardła Nathana co jakiś czas wyrywały się jęki. Nie chciał nawet patrzeć na zegar, bo było mu w tym momencie doskonale. Nie sądził, żeby ta impreza skończyła się takim finałem w domu Scooter'a.
Gdy Braun doprowadziła Sykes'a, spojrzała przestraszona na pościel. Widniały tam oznaki tego, że złamali obietnicę daną jej wujkowi. Szatyn uniósł się na łokciach i lekko musnął różowe usta Violetty.
-Nie bój nic, zmyje się.
Pośpiesznie wstał i założył spodnie. Niechętnie chwycił telefon i zauważył, że zostało im jeszcze pięć minut czasu. Zadzwonił do swojego przyjaciela i poprosił o przytrzymanie Scooter'a w salonie. Jay zgodził się bez problemu, tłumacząc, że gdyby nie oni to Scooter przyłapałby ich już dobre trzy razy. Roześmiany rozłączył się i bez słowa ruszył do łazienki obok po jakąś szmatkę i wodę.
Violetta w tym czasie ubrała się, otworzyła okno i usiadła na parapecie. Chciała wyrównać temperaturę swojego ciała i zlikwidować jakoś zaczerwienione policzki. Chwyciła lusterko i kredkę ze swojej torebki, po czym zaczęła poprawiać makijaż.
-Co powiemy twojemu wujkowi?- spytał, kiedy już uporał się z plamami na pościeli.
Dziewczyna przejechała opuszkami palców po policzku szatyna, a następnie splotła swoje palce na jego karku.
-Nie wiem.- powiedziała zrezygnowana.-Może niedługo powinniśmy wyznać mu prawdę? Popatrz, uprawialiśmy seks, ale tak naprawdę z każdą kolejną sekundą baliśmy się, że zaraz nas przyłapie. Tak będzie zawsze, a ten dreszczyk niedługo zniknie...Nasze uczucie zniknie...
-Nawet tak nie mów.- przerwał jej z poważną miną.- Moje uczucie do ciebie nigdy nie wyblaknie.- kolejny raz złączył ich usta ze sobą.
Trwaliby w tym pocałunku o wiele dłużej, gdyby nie to, że Jay napisał do nich sms'a zawierającą informację o tym, iż Scooter zmierzał w ich kierunku. Pośpiesznie oderwali się od siebie i zaczęli normalnie rozmawiać. Z tą różnicą, że on siedział na kanapie, a ona na parapecie przy wciąż otwartym oknie.
Brunet zapukał i wszedł do środka. Uważnie zlustrował swoją siostrzenicę i podopiecznego, a następnie uchylił szerzej drzwi.
-Mam nadzieję, że zakopaliście topór wojenny.
-Mniej więcej.- uśmiechnął się Nath i jako pierwszy z powrotem ruszył do salonu.
________________________
HEHESZKI.
NIE WYPOWIADAM SIĘ.
JEDYNE CO MOGĘ ZROBIĆ, TO PRZEPROSIĆ ZA WSZELKIE BŁĘDY W FRAGMENCIE " +18 ", NAWET NIE CHCIAŁO MI SIĘ TEGO SPRAWDZAĆ, lol. 
+ nie powiedziałam, że usuwam bloga, ale informuję, że pewnego dnia po prostu mogę przestać dodawać rozdziały. xd
także ten.
NIE WIEM KIEDY BĘDZIE NASTĘPNY. 
kocham Was. <3

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

21- Kto się czubi, ten się lubi.


-Chyba zaraz zwymiotuję. 
Przerażona Violetta odwróciła się w stronę swojego przyjaciela i szybko do niego podeszła. Szatyn siedział na krześle, a głowa bezsilnie zwisała mu w dół. Dziewczyna pierwszy raz widziała, żeby Loczek stresował się tak zwykłym wywiadem w radiu. 
-A co jeżeli stchórzę i nie powiem? 
Blondynka zaśmiała się i mocno przytuliła Jay'a. Stojący obok Nathan z uśmiechem na twarzy usiadł obok przyjaciół. Uderzył lekko przyjaciela w ramię, a ten przestraszony podskoczył. 
-Ciesz się chociaż, że możesz pochwalić się fanom swoją dziewczyną.- powiedział. 
Mina Violetty natychmiastowo zmieniła się. Ponownie spuściła wzrok i przypatrywała się swoim neonowym trampkom. Cieszyła się ze szczęścia swoich przyjaciół, ale bolało ją to, że ona nie mogła być równie szczęśliwa jak oni. Nie miała prawa przytulić się do swojego chłopaka, a już tym bardziej pocałować w miejscu publicznym. Czułości mogli dopiero okazywać sobie gdzieś w ukryciu. Blondynka czuła się z tym dziwnie. Nathan był dla niej kimś wyjątkowym, ale nie wiedziała, jak długo będzie mogła ciągnąć taki cichy związek. 
-Też byście mogli być szczęśliwi, gdybyście mieli odwagę.- powiedział Jay, unosząc podbródek dziewczyny. Chociaż zwracał się do ich obojga, to patrzył w błękitne tęczówki Violetty.-Dlaczego nie sprzeciwicie się Scooter'owi?
-A dasz mi dziesięć tysięcy na zapłacenie kary?- niemalże warknął Sykes.
-Mógłbym dać ci nawet pięćdziesiąt.- odwrócił się w stronę szatyna.-Pytanie, czy jesteście gotowi na to, żeby ujawnić swój związek całemu światu?
Violetta spojrzała prosto w oczy swojego ukochanego. Obydwoje mieli mieszane uczucia. Naprawdę chcieli przestać kryć się, ale nadal tkwił w nich strach. Trudno było określić kto bał się bardziej. Nathan otworzył usta chcąc coś powiedzieć, ale przerwał mu Tom. 
-Jestem w szoku!- krzyknął, stojąc przed przyjaciółmi.- Violetta i Nathan.- zlustrował parę wzrokiem, a blondynka spojrzała na niego z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Bała się, że czegoś się domyślił.- Siedzicie razem, niemalże obok siebie, oddychacie tym samym powietrzem i nadal żyjecie! 
Sykes zrobił tak zwanego facepalm'a, a Braun odetchnęła z ulgi. 
-No widzisz, zmierzamy ku dobrej drodze.- odpowiedział mu. 
-Tak, chciałbyś.- mruknęła cicho, po czym wstała. 
Nathan przewrócił oczami i niedługo po tym ruszył w ślady swojej dziewczyny. Parker głęboko westchnął, zajmując miejsce obok Jay'a. 
-Człowiek chce dobrze, a ci od razu obrażają się i odchodzą.- spojrzał zrezygnowany na zmieszanego McGuiness'a.- Nie rozumiem ich.
-Przyszykujcie się, zaraz wchodzicie.- powiedział starszy brunet. 
Chłopacy rozsiedli się wygodnie w krzesłach przy mikrofonach, a Violetta usiadła bardziej w rogu pomieszczenia. Dzisiaj była sama, ponieważ Scooter miał do załatwienia coś innego. Zauważyła, że Nathan co chwilę przyglądał jej się, co trochę ją peszyło. Nie wiedziała jak miała się zachować. Z jednej strony chciała, żeby do niej podszedł i pocałował, a z drugiej musiała go od siebie odsunąć. 
-Kiedy uniosę lewą rękę do góry, to znaczy że już was słychać.- dźwiękowiec zademonstrował chłopakom ruch, a oni nieznacznie kiwnęli głową. 
Parę sekund później zobaczyli dany znak i z uśmiechem rozpoczęli wywiad. Przywitali się z prowadzącym i ze słuchającymi i ze skupieniem przysłuchiwali się kolejnym pytaniom. 
-Moglibyście opowiedzieć nam o swoim życiu miłosnym?- mówiąc to, skierował swój wzrok na najmłodszego z grupy, a Violettcie serce zabiło szybciej.-Słyszałem, że jeden z was ma romans z waszą nową menadżerką.- poruszył śmiesznie brwiami, a Nath zaśmiał się. 
-Nie, to tylko plotki.- zaprzeczył śmiało, a dziewczyna odwróciła głowę w przeciwnym kierunku. Gdyby mogła, to zapewne wyszłaby, ale wiedziała że takim zachowaniem tylko zwróciłaby na siebie większą uwagę.- To prawda, że ostatnio pomiędzy mną, a Lynsey było... no cóż, gorzej, ale jednak nie zdradzam mojej dziewczyny.- trzy ostatnie słowa podkreślił. Miał wielką ochotę odwrócenia się w stronę Violetty, jednak przypadło mu miejsce, w którym siedział tyłem do niej. 
Dziennikarz skinął z uśmiechem, a Violetta odetchnęła. Przestał zadawać mu pytania na jej temat, za co dziękowała Bogu. 
Pewnie Scooter zabronił zadawania pytań na temat pocałunku, myślała. 
-Czyli wasze statusy nie zmieniły się?- zlustrował uważnie każdego z chłopaków.- Nadal macie w grupie dwóch singli? 
-Właściwie to jednego.- odchrząknął Max, po czym dumnie wypiął pierś.- Tylko ja nie jestem uzależniony od płci żeńskiej. 
Jay miał ochotę wejść pod stół. Wszystkie pary oczu zwróciły się w jego kierunku, a jego po raz pierwszy zaczęło to krępować. Naprawdę chciał być z Florence, ale bał się reakcji fanów. 
-Ktoś tu nam się rumieni.- prowadzący niemal wyśpiewał. 
Sykes szturchnął przyjaciela pod stołem i wbił w niego wzrok, jakby tym próbował zmusić go do wyjawienia prawdy. McGuiness tylko wziął głęboki wdech, przybrał na ustach uśmiech i zaczął szybko tłumaczyć się. 
-Tak. Ja, James McGuiness, ten znany nieokiełznany kawaler, zakochałem się. 
Violetta uśmiechnęła się na te słowa i mimowolnie spojrzała na swojego chłopaka, który wbijał paznokcie w swoją dłoń. Chłopak bił się z myślami. Tak bardzo chciał teraz postąpić jak Jay- pragnął wyjawić wszystkim sytuację, w której się znajdował, ale nie mógł, co go bolało. 
-Zdradzisz nam imię tej szczęściary? 
Zdezorientowany rozejrzał się dookoła. Ciepłe uśmiechy swoich przyjaciół dodawały mu odwagi. 
-Florence.- odpowiedział uśmiechnięty.
W tym momencie Nathan odwrócił się i nie zwracając na nic zwrócił się w stronę Violetty, mówiąc bezgłośne "Przykro mi". Kiwnęła głową, próbując ukryć zaszklone oczy. Podeszła do jednego mężczyzny, który to filmował i powiadomiła go, że na chwilę wychodzi. Po tych słowach energicznie odwróciła się i wyszła z pokoju. 
Zrezygnowany szatyn okręcił się z powrotem. 
-Wróćmy do waszej nowej menadżerki.- powiedział, ponownie wpatrując się w Sykes'a.- Jak tam wasze kontakty? 
-Uwielbiam ją!- krzyknął Parker, a Nath uśmiechnął się pod nosem.-Ale jest jeden, który jej nienawidzi.- przewrócił oczami. 
-Zdarza się.- szatyn wzruszył ramionami.-Nie muszę każdego lubić. Po prostu nie przypadliśmy sobie do gustu. 
-Kto się czubi, ten się lubi.- Jay dźgnął przyjaciela, a ten miał ochotę zabić go.-Ale tak. Oni nie mogą przebywać blisko siebie, bo zawsze wybucha burza. 
-Zdarza się.- powtórzył najmłodszy. 
Parę minut później wywiad się skończył. Sykes rozejrzał się po pokoju, ale nie zauważył Violetty. Martwił się, że wyszła i do tej pory nie wróciła. Wymknął się niepostrzeżenie i zaczął szukać swojej ukochanej. Zastanawiał się dokąd mogła pójść. Olśniło go, gdy usłyszał cichy szloch w damskiej łazience. Jeszcze raz przeszukał wzrokiem hol, a kiedy nikogo nie zauważył, delikatnie szarpnął za klamkę. 
W tym samym momencie Violetta ucichła. Mocniej podkuliła kolana pod brodę i szybko otarła mokre policzki. Zakryła twarz dłońmi, gdy zauważyła postać Nathana wchodzącą do środka. Przestraszony szatyn natychmiastowo klęknął obok blondynki, unosząc jej podbródek do góry. 
-Nie płacz.- błagał, a w jego oczach widziała tysiące iskierek.- Proszę cię, kochanie.- przejechał kciukiem po policzku Violetty. 
Dziewczyna chwyciła dłoń chłopaka i splotła ze sobą ich palce. Uśmiechnęła się poprzez łzy, jednak nie był to uśmiech, który Nath kochał, ponieważ był on przepełnionym smutkiem. 
-Boli mnie to, że nie możemy być razem. 
Szatynowi również zrobiło się smutno. Mocno przytulił blondynkę i zaczął szeptać jej pocieszające słowa do ucha. 
-Wiesz co, jeszcze trochę i obiecuję ci, że nie będziemy musieli się kryć.- musnął wargami polik Violetty.-Kocham cię. I tylko to się liczy. 
Violetta wyrwała się z uścisku swojego ukochanego i objęła jego twarz dłońmi. 
-Obiecujesz mi, że to nie potrwa długo? 
Nathan skinął i już chciał dotknąć swoimi ustami warg swojej ukochanej, ale usłyszeli jak ktoś szarpnął za klamkę. Sykes szybko podniósł się z ziemi, a załamana Violetta nadal siedziała pod ścianą. Drzwi delikatnie uchyliły się, a następnie z trzaskiem zamknęły. 
-Chyba musimy iść.- powiedział cicho, wyciągając rękę w kierunku blondynki, pomagając jej wstać. 
Braun jednak zignorowała chęć pomocy szatyna i wstała o własnych siłach. Zrobiła dobrze, ponieważ akurat w chwili, gdy stanęła na własnych nogach, ktoś wszedł do środka. 
Brunetka stanęła zszokowana w miejscu i wzrokiem lustrowała parę. 
-Nathan, co ty tu robisz? 
-Miałem poszukać Violetty.- wzruszył ramionami, a mówił to z taką obojętnością, iż Violetta myślała, że znowu się popłacze.- No i znalazłem. 
Nareesha skrzyżowała ręce na piersi i z uwagą przyglądała się szatynowi. Chwilę później zauważyła świeże łzy na policzkach Braun, więc szybko do niej podeszła i mocno przytuliła. 
-Weź lepiej idź, Sykes. 
-Ale co ja zrobiłem?
Wkurzona odwróciła się w jego stronę. Domyślała się, że para pokłóciła się, dlatego dziewczyna płakała. 
-Coś znowu jej powiedział? 
Nathan nie wiedział co odpowiedzieć. Spojrzał na blondynkę, a ta ledwo zauważalnie skinęła głową. Głęboko westchnął i zamknął powieki. 
-Powiedziałem to, co uważałem za słuszne. Nie moja wina, że jest taka nadwrażliwa.- przekręcił oczami, a następnie z trzaskiem wyszedł z łazienki. 
__________________________________
heheszki. 
Teraz uwaga, proszę na mnie nie krzyczeć i nie mówić jaka to ja jestem głupia (bo to już wiem): 
zastanawiam się nad odejściem z Bloggera. w sensie, nie chodzi nawet o to, że coraz mniej osób czyta, tylko o to, że mi już przestało się podobać, to co piszę. Może uda mi się dokończyć wszystkie rozdziały, ale idzie mi to jakoś opornie i już od tygodnia niczego nie napisałam. Tak, to dla mnie nowość. No może nie usunę, a zawieszę tego bloga, dopóki nie uda mi się napisać czegoś więcej.
Poza tym, rozdział nie pojawi się wcześniej niż w sobotę wieczorem (o ile będę miała siłę i przeżyję, to może coś dodam xd) Prawdopodobnie od jutra nie będzie ze mną kontaktu. Tak tylko mówię, gdyby ktoś się zdziwił (wątpię), że mnie nie ma długo na tt, czy coś. Chociaż zrobię wszystko, żeby złapać wi-fi. xd 
I nie- nie uda Wam się namówić mnie do wcześniejszego dodania rozdziału, iż ponieważ nie będzie mnie w domu przez całą majówkę, a nie wiem, czy tam będę miała internet. 
więc. 
Do następnego. <3

piątek, 26 kwietnia 2013

20- Będę z tobą, chociażby świat miał się skończyć.


-Boję się. 
-Będzie dobrze. 
Szatyn przytulił swoją przyjaciółkę i zniecierpliwiony czekał na dwójkę menadżerów. Siedzieli tak objęci i zastanawiali się nad swoją przyszłością. Przyszłość Lynsey była jasna: zamierzała dalej pracować jako modelka i podróżować ze swoim chłopakiem Chris'em, który był jej fotografem. Natomiast dalsze życie Nathana znało pod znakiem zapytania. Pragnął być z Violettą, ale nie mógł. Nie wiedział nawet, czy ona chciała tego co on. Jednak jednego był pewien- chciał skończyć okłamywać swoich fanów przynajmniej co do sprawy z jego mniemaną dziewczyną. 
Po krótkim czasie, do biura wszedł brunet. Omiótł przyjaciół i usiadł na przeciwko nich. W jego ślady podążyła wysoka rudowłosa, która wkroczyła do środka sekundę później. Na początku żadne z nich nie odzywało się. Tą ciszę przerwała dopiero Anna. 
-Wyglądacie ze sobą pięknie.- skinęła głową.- Więc dlaczego chcecie ogłosić wszystkim, że zrywacie? 
Scooter wbił wzrok w Sykes'a. Chłopak wiedział, że ten tylko czekał na moment, w którym przyznałby się do uczucia, którym darzył Violettę. Westchnął i zaczął obracać w dłoni swój telefon. 
-Bo to męczące.- odpowiedział, patrząc prosto w zielone tęczówki kobiety.- Nie zamierzam być z kimś, kogo nie kocham. Poza tym, Lynsey kogoś ma, tak? 
Anna wypuściła powietrze z płuc i spojrzała błagalnie na Braun'a. Mężczyzna miał niewiele do powiedzenia. Chwilę przed spotkaniem rozmawiał ze swoją siostrzenicą, a ta wymiana słów dała mu do myślenia, chociaż nadal nie wiedział, dlaczego tak broniła Nathana. 
Energicznie otworzył jedną ze szufladek w biurku i zaczął wyjmować niepotrzebne rzeczy. Para przyglądała się temu w skupieniu, nadal nie rozumiejąc o co chodziło Scooter'owi. W końcu położył przed nimi podpisaną przez nich umowę. 
-Podpisaliście to.- podsunął bliżej.-A nawet nie przeczytaliście. 
Kutcher spojrzała przestraszona na równie przerażonego Sykes'a. Chwyciła to, co podał brunet i z uwagą zaczęła czytać. 
-Podpisaliście ją na rok i dwa miesiące czasu.- rudowłosa skrzyżowała ręce na piersi.-Jeżeli będziecie chcieli się wycofać, musicie zapłacić karę. 
-Niby jaką?- spytał przestraszony. 
-Dziesięć tysięcy.- odpowiedziała zszokowana Lynsey, podając kartki Nathanowi.-A jeżeli zwolnilibyśmy was? 
-To tak samo.- odpowiedział ze smutkiem Braun. Zaczął powoli rozumieć ich, jednak Anna nie była taka przychylna.- Umowę można cofnąć jeżeli menadżerowie wycofają się. Obydwaj.- wyraźnie podkreślił ostatnie słowo. 

Violetta nie mogła usiedzieć w miejscu. Martwiła się o to, jak poszła rozmowa Nathana i Lynsey z ich menadżerami. Pragnęła, by wszystko pobiegło po ich myśli, ale bała się, że tak nie było. Właściwie to była tego prawie pewna. Na domiar złego, dołował ją fakt, iż nie mogła legalnie spotykać się ze swoim chłopakiem, ponieważ Scooter wymierzyłby im naprawdę surową karę. 
W końcu usiadła przy stole i otworzyła swój zeszyt. Miała w nim wszystko. Był to jej kajet, kalendarz, a nawet pamiętnik. Włożyła do niego wszystkie liściki wielbiciela, a teraz zaczęła czytać je. Z każdym kolejnym zdaniem uśmiech na jej ustach powiększał się. 
Chwilę później usłyszała dźwięk dzwonka. Nie spodziewała się gości, ale miała nadzieję, że był to Nathan, dlatego pośpiesznie otworzyła drzwi. Niestety, nie ujrzała nikogo oprócz pudełka na wycieraczce. Zaciekawiona podniosła je i z uwagą przyglądała mu się. Zdziwiła się, bo przecież adorator już ujawnił się jej. Usiadła na kanapie i ostrożnie zdjęła wieko. W środku znajdował się list oraz mapa. Wzięła do ręki to drugie i śledziła trasę zaznaczono na czerwono. Prowadziła ona przez najdalsze, nieznane nikomu zakamarki miejscowego parku. Odłożyła ostrożnie mapę na stoliku i zajęła się za ozdobną kartkę. 
"   Ukochana. 
   Chciałbym zobaczyć się z Tobą. Jednak nie chcę tego robić u mnie w domu, czy też u Ciebie. Chodzi mi o nastrój, rozumiesz. Chciałbym, żeby było w miarę romantycznie. 
   W pudełku jest mapa z zaznaczoną trasą. Mam nadzieję, że pójdziesz nią i do mnie dojdziesz. To miejsce jest wspaniałe. Nie wie o nim nikt, oprócz mnie. Tak więc to mój drugi sekret o którym dowiesz się pierwsza. 
   Będę tu czekał od siódmej wieczorem. 
   Tęsknię za Tobą, wiesz? Dlatego chyba będę wcześniej. Nie mogę się doczekać, żeby cię pocałować, albo przytulić. Jesteś dla mnie niczym narkotyk, a ja uzależniłem się na tyle mocno, że nie mogę przestać o Tobie myśleć. 
Twój wielbiciel, znany od niedawna jako Nathan Sykes. xx "

Dziewczyna uśmiechnęła się sama do siebie i spojrzała na zegar, który pokazywał 5.36 pm. Szybko schowała liścik do swojego zeszytu i pobiegła do pokoju przebrać się. Kiedy już ogarnęła się i wykonała inne potrzebne czynności, została jej godzina do przybycia na miejsce. Uradowana zamknęła za sobą drzwi i szła tak, jak nakazywała jej mapa. 
Bała się, kiedy w pewnej chwili latarnie przestały świecić, a słupy zdobiła rdza, ale nieugięcie szła dalej. Fakt, że po drugiej stronie czekał na nią ktoś ukochany, tylko dodawał jej skrzydeł. 
To, co zobaczyła później rozwiało jej niepewność. Stanęła przed polaną, gdzie co ileś metrów rosły brzozy wraz z wierzbami, a w samym środku stała biała, w miarę duża altana. Trawa sięgała lekko ponad kostki, ale nie przeszkadzało jej to. Słońce akurat znajdowało się w takim momencie, że promienie słoneczne idealnie podkreślały każdy piękny szczegół tego miejsca. Ruszyła ostrożnie do przodu, rozglądając się dookoła. Usłyszała dźwięki pianina i była pewna, że Nathan znajdował się w środku, dlatego przyśpieszyła. 
Sykes odwrócił się i wzrokiem napotkał Violettę. Uśmiechnął się sam do siebie, a następnie wyszedł na zewnątrz, przywitać się ze swoją ukochaną. Biała, zwiewna sukienka, rozwiane włosy i rumieńce na policzkach dodawały jej dziewczęcego uroku. Serce szatyna przyśpieszyło. Dziewczyna rzuciła się w objęcia Nathana, a ten od razu złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Objął ją w pasie i delikatnie uniósł do góry, tak że Violetta była w stanie zapleść swoje nogi na jego biodrach. Jedną rękę wplątała w gęste włosy szatyna, a drugą trzymała na zimnym policzku chłopaka. Sykes bez odrywania ust od warg Braun zaprowadził ją do środka. Przez dłuższy czas panowała między nimi niemalże namacalna namiętność, powstrzymywał ich jedynie fakt, że znajdowali się w miejscu, w którym krępująco by było, gdyby doszło do czegoś więcej. 
-Zgodzili się?- spytała, kiedy w końcu Nathan odsunął się. 
Twarz chłopaka momentalnie zmieniła się. Uśmiech znikł z jego twarzy, wyglądał na zmartwionego. Zdołał jedynie pokręcić głową. 
Równie zawiedziona Violetta wtuliła się w niego. 
-Scooter mi obiecał, że da wam wolną rękę. 
-On tak.- ucałował Braun w czoło.- Ale menadżerka Lynsey nie. Obydwoje muszą nam pozwolić, inaczej będziemy musieli zapłacić karę. 
-To jest beznadziejne.- powiedziała, wstając. Podeszła do barierki, o którą oparła się i rozkoszowała chłodnym podmuchem wiatru, który rozwiewał jej blond loki.- Nie dość, że musisz udawać że jesteś z inną dziewczyną, to jeszcze nie możesz być ze mną. 
Nathan pośpiesznie podszedł do dziewczyny i objął ją od tyłu. Musnął wargami jej szyję, a ona jęknęła i odchyliła głowę do tyłu. 
-Kocham cię bez względu na wszystko. Będę z tobą, chociażby świat miał się skończyć. Sama mówiłaś, że z miłością nie można walczyć. 
-No niby tak.- westchnęła, odwracając się w jego stronę.-Ale boli mnie to, że musimy się ukrywać. 
-Poczekaj jeszcze trochę. Najpierw musimy się pokłócić, później pogodzić i wtedy Scooter się do nas przekona.- uśmiechnął się promiennie.- A jeżeli nie, to uciekniemy do Ameryki, pobierzemy się i będziemy mieli gromadkę dzieci. 
-A jeżeli pozwoli nam być ze sobą?- spytała, przysuwając się jeszcze bliżej. 
-Wtedy zostaniemy, weźmiemy ekspresowy ślub, a gromadka dzieci i tak zostaje. 
Violetta zaśmiała się, a zadowolony z siebie Nathan zaczął jeden z najpiękniejszych pocałunków. 
____________________
Przepraszam, że taki krótki. Miałam go jeszcze poprawić, ale dodaję go na szybko, bo mam karę. Dlatego nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział, ani kiedy skomentuję Wasze blogi.
No i wiecie...Znudziło mi się to opowiadanie, bo widzę, że z rozdziału na rozdział robi się coraz nudniej, bo naprawdę tracę czytelników. xd 
+ POCHWALĘ SIĘ WAM, ŻE MAM PONAD 90% Z ANGIELSKIEGO. *.*
To do następnego. <3